Ardra.pl

U brzegów Polski. Część XVI.


24.01.2024

1-6 7-13 14-22 23-27 28-34 35-40 41-45 46-50 51-56 57-61 62-66 67-72 73-76 77-81 82-87

88. Absurd, ironia, czyn… i twórczość.

Cechą różniącą polski romantyzm od zwanego tym samym terminem nurtu zachodniej kultury jest to, że rozwija on właściwie obywatelską tradycję oświeceniową, że podejmuje z przeszłości całopalny patriotyzm konfederatów barskich i demokratyzm żołnierzy Kościuszki [Insurekcji narodowej]. Również i w filozofii romantyzm powtarza niektóre wątki wcześniejsze: do materialistycznej tendencji Śniadeckiego nawiąże i Dembowski i Kamieński, a wyznawaną już ponoć przez Staszica wędrówkę dusz podejmą prawie wszyscy myśliciele: od Cieszkowskiego do Mickiewicza. Po latach będzie ją kontynuował Wyspiański.
Romantyzm nie tylko rozwija pewne wątki oświeceniowe; sięga głębiej – aż do renesansu. Jest też do niego podobny nie tylko skalą talentu twórców, ale także w swej głębszej strukturze: jako model kulturowy.


Trzy szkice z książki pt. Absurd - ironia – czyn, autorstwa uczonego i poety Bohdana Urbankowskiego – Testament Króla Ducha. Juliusz Słowacki | Świat jako dzieło sztuki. Karol Libelt | Uniwersalizm jako program filozofii narodowej. Bronisław Trentowski, z rozdziału Wielkie wizje romantyzmu, naświetlają istotne zagadnienia dotyczące ważnych idei związanych z polskim romantyzmem, i osoby zainteresowane tymi tematami powinny się z nimi zapoznać – są dość dobrze przedstawione przez uczonego. Bohdan Urbankowski za komuny był partyzantem odnowy tych idei; idei, w tym okresie zakopanych i rugowanych. Był jednym z wybitniejszych (może najwybitniejszym) współczesnym teoretykiem polskiego romantyzmu. Konfederacja Nowego Romantyzmu (ugrupowanie, które założył) została zdelegalizowana, a uczonemu zablokowano w latach późniejszych habilitację.

Wcześniej, Romantyzm polski rozpoczął się z dwóch osób – Adama Mickiewicza i Maurycego Mochnackiego, następująco:
pierwszy - literacki, wysoki, Ballady i Romanse, Dziady cz. II i cz. IV – przenikanie się dwóch światów naturalistycznego i nadprzyrodzonego, walka klasyków z romantykami oraz cała Romantyczność, czyli osobiste prywatne ogromne, bezsenne męczeństwo i palące katusze Mickiewicza, nie mogącego się zdecydować, którą „kochankę” wybrać – czy zaręczoną Marylę Wereszczakównę, czy zamężną kowieńską Wenus - Karolinę Kowalską; finalnie wybierając panią Kowalską. Nic jednak oczywiście nie mogło z tego wyjść w finalnym rozrachunku, poza niedoszłymi pojedynkami z mężem i zazdrosnym innym absztyfikantem.
A później przyszło „zesłanie” w głąb Rosji czyli m.in. Sonety krymskie, Karolina Sobańska, Sonety odeskie, Konrad Wallenrod i jedyna piśmienna pamiątka po relacji z kowieńską Wenus - czyli piękny wiersz zapisany mimochodem w pamiętniku przyjaciela Franciszka Malewskiego pt. Do - w sztambuch.

Z kolei drugi - romantyzm faktyczny, słowa i czynu, rozpoczął się wraz z działalnością Maurycego Mochnackiego w latach 20’ XIX w., twórcy będącego teoretykiem kultury i literatury, publicystą, pianistą, poetą, żołnierzem liniowym, kronikarzem – człowiekiem niezłomnym.
Jak i wraz z Towarzystwem/Klubem Patriotycznym oraz Wojną polsko-rosyjską 1831 roku oraz niedoszłą II Rewolucją Polską.
Oczywiście z tymi wydarzeniami związane było wiele setek osób, jednak zachowało się w zbiorowej pamięci, to co najlepsze, co zostało zapisane i nie przepadło. Czyny wielu pozostały jedynie w pamięciach jednostkowych. Faktyczny wieloaspektowy romantyzm polski wzniósł się po 1831 roku; romantyzmy - mistyczny, patriotyczny, pragmatyczny, historiozoficzny.
Trzeba jeszcze podkreślić, że preromantyzm czynu i słowa to Jakub Jasiński i koniec XVIII w.

89. „Dziadek”.

Moim zdaniem Piłsudski nie zmienił się zbytnio przez całe życie - działał podobnie, myślał podobnie, jeśli chodzi o poglądy polityczne i postępowanie był tym samym człowiekiem całe życie; rozpoczynając od 1898, gdy zaczął praktycznie w pojedynkę tworzyć pismo „Robotnik”, później „Walkę”, następnie kiedy z „międzynarodowego” (P)PSu obrał kurs ściśle „narodowy” – „międzynarodowy” zawsze traktując tylko jako „trampolinę”. Kończąc w czasach przewrotu majowego (1926), i następnie, gdy stał (niby) „ponad” sanacyjną polityką.
Idąc jednak od początku -
anty-rosyjskość-antycarskość Piłsudskiego polegała na tym, że został wychowany w duchu martyrologii powstańców styczniowych; oraz na tym, że sam był ściganym zesłańcem syberyjskim. Przez całe życia dla Rosjan był dysydentem.

Niemałe znaczenie miał dla jego działalności Kraków, będący na początku XX w. opoką niepodległościową, z której nawoływano do czynu. W dawnej stolicy, z ważniejszych postaci politycznych, w tym okresie żyli m.in. Roman Dmowski, Zygmunt Balicki, Ignacy Daszyński, mieszkał i Piłsudski. Kraków sam w sobie w tamtym okresie – pod zaborem austriackim - był miastem zmarniałym, lecz duch dziejów nadal z niego iskrzył. Młodzież uniwersytecka i robotnicza, mieszkania mieszczan oraz chaty wiejskie – stawały się kuźnią myśli niepodległościowej związanej z określonym postrzeganiem rzeczywistości.
To z Krakowa ruszył wraz odziałem do I wojny światowej, i w tym mieście wcześniej rozrosło się jego ugrupowanie. Jak sam pisał - Czy to na wieżach Marjackich, koroną zdobnych są czarowne słowa, czy hejnały, co godziny liczą, może w dźwiękach zaczarowane mają, czy w wielkim dzwonie Zygmunta, co na Polskę sercem bije, jest siła czarowna, czy w podziemiach Wawelu króle śpiący snem wiecznym czary, czy w wielkiej trumnie Mickiewicza głosy w spiże czarów biją – nie wiem i nie powiem.

Piłsudski był z całą pewnością człowiekiem groźnym, stosującym różne fortele polityczne, był „partyzantem” gotowym na wieloletnią walkę, zdającym sobie sprawę z wagi i potrzeby posiadania wiernych żołnierzy. Był prekursorem tworzenia polskich związków zbrojnych pod zaborami (Drużyny Strzeleckie, Związek Strzelecki).
Kilka lat wcześniej, będąc w niewoli, aby się z niej wydostać, udało mu się skutecznie symulować chorobę psychiczną - był więc to człowiek sprytny. A groźny chociażby na przykładzie tego - jak skończył zdrajca organizacji PPS - Edmund Tarantowicz, na którego wydano wyrok śmierci - lecz go o tym nie poinformowano - a następnie otruto i dobito sztyletem; jak i na przykładzie tego, w jaki sposób (później) „wyparował” gen. Włodzimierz Zagórski (prywatny wróg Piłsudskiego); oraz jak potrafił skończyć dziennikarz, którzy po 1926 roku krytykował Sanację – pobity w rowie. Na przykładzie m.in. tych incydentów - w pewnym sensie - można sądzić, że Piłsudski „przesiąknął” sposobem działalności rosyjskich służb Ochrany, czyli ludzi, których miał na karku do 1914 roku (lub sam posiadał w sobie, jakiś rodzaj bezwzględności).

Pomimo negatywów moralnych, marszałek miał na względzie przede wszystkim niepodległość Polski, podczas I wojny stanął po stronie kajzera - ale tak naprawdę nie stanął, grał na kilka frontów. W doborze stron się mylił, bo prawdą jest to, że jakby Prusacy i Austriacy wygrali I wojnę, to żadna Polska nie odrodziłaby się, więc Piłsudski wybierając stronę wieloetnicznej Austrii, grał „na okoliczności”, nie wiedząc co będzie.
Jego Brygada była częścią Legionów Polskich przy Armii Austro-Węgier; wcześniej działania, które uskuteczniał, musiały mieć oczywiście aprobatę austriackiego zaborcy i wywiadu (który wspierał antyrosyjską działalność przed 1914). Jednak co warto podkreślić, Piłsudski dążył do samodzielności, nie oglądając się zbytnio na Austriaków.
Podczas samej Wielkiej Wojny, lojaliści z Komendy Legionów Polskich, chcieli ograniczyć wpływy Piłsudskiego i go podporządkować; lojaliści nie mogli pogodzić się ze stricte niepodległościowymi i zbyt śmiałymi, samodzielnymi dążeniami „Dziadka”, uważali go za szaleńca m.in. sabotując nadanie mu wysokich odznaczeń austriackich.
Głównie chodziło o władzę w jednostce.

Pisano mu taką opinię (Komenda Polskich Legionów do c. i k. komendy 4 armji w miejscu postoju. Poczta polowa, 355. Res. Nr. 1320. Działalność Piłsudskiego. 29 listopada 1915. Ściśle tajne. (org. niemiecki).

Donoszę:
Oficer legjonowy VI-tej rangi brygadier Józef Piłsudski posiada wprawdzie właściwości i zasługi wojskowe, przemawiające za przyznaniem najwyższego odznaczenia. Mimo to muszę w chwili obecnej wypowiedzieć się przeciw wnioskowi jego odznaczenia z następujących powodów: - Piłsudski dowodzi pierwszą brygadą Legjonów, którą sam stworzył, a która duchem i nastrojem różni się całkowicie od 2-giej i 3-ciej brygady uformowanych przez Komendę Legjonów. Przedstawia on, wraz ze swą brygadą ten element, który dąży do całkowicie wolnej i niezawisłej Polski, a kierunek austrofilski uważając jedynie za środek do celu, gotów jest przyjąć w każdej chwili inną, w danym momencie mu odpowiadającą, albo za odpowiednią uważaną orjentację. Od początku wojny postawił sobie za cel zdobycie z biegiem czasu dowództwa całego Legjonu Polskiego w tej nadziei, że w stosownym momencie, w oparciu o niego, będzie mógł stawiać żądania o charakterze narodowym i wpłynąć w ten sposób na rozstrzygnięcie sprawy polskiej w sensie swoich dążeń. Biorąc pod uwagę, że fantastyczne idee Piłsudskiego, nie tylko nie mają żadnej podstawy realnej, ale są także sprzeczne z austrjacką racją stanu, starała się Komenda Legjonów od samego początku wojny tłumić w miarę możności wpływy Piłsudskiego.


Powyższa laurka ukazuje w najlepszy sposób charakter „Dziadka”. Takim był „agentem” austriackim Piłsudski, jak ta „opinia” jego wrogów politycznych (chociaż faktycznie tak go nazywanie nie jest do końca błędem, ponieważ działał w komitywie z wywiadem zaborców, w celu osiągnięcia określonych korzyści, później niemieckim także; można to jednak odwrócić - że wykorzystał ich w celach niepodległościowych, o czym świadczą fakty).
Był kochany przez swoich i znienawidzony przez wrogów politycznych (z resztą słusznie). Niemniej podkreślić trzeba, że w rozeznaniu politycznym mylił się, miał dużo szczęścia - oraz co istotne, nazbierany szacunek za niezłomną walkę niepodległościową, wśród elit. Wcześniej przed 1914 rokiem, był powszechnie szanowany w części Polski, na której działał; powstawały różne zbiórki na cele niepodległościowe, które zawsze osiągały duże efekty np. w czasie Rewolucji 1905 roku, doszło do zacnego spotkania w domu już przytłoczonego chorobą wieszcza – Piłsudski odwiedził Wyspiańskiego w Krakowie, z prośbą o wsparcie walki o niepodległość, jak i złożył swój hołd poecie.
W dużej narożnej izbie z oknami na kurhan, pomalowanej niebieskim kolorem - czyli pokoju-pracowni, przy długim stole, na którym leżała duża ilość papierów, doszło do ciekawej rozmowy. Wieszcz po namyśle, chciał oddać na wielkie cele, wszystko co miał (a dużo niemiał); na Skarb Narodowy, z którego miano kupować broń dla Polskiego Wojska oddał 11 obrazów Kopca Kościuszki, przygotowanych (docelowo) na warszawską wystawę; a także namalowany obraz Matki Boskiej, którego chciał litografię odbitek, w stu tysiącach egzemplarzy uczynić (finansując, co wykonalne oczywiście nie było); udało się w dużo mniejszej ilości - a Hymn Veni Creator - Narodu śpiew, przekazano na odbitkach wraz z Matką Boską, następnie zaś w tysiącach egzemplarzy przerzucono przez granicę z orędziem wieszcza, i czytano niekiedy przez lokalnych decydentów. Wyspiański podpisał się także na odezwie niepodległościowej oraz napisał pismo - dymisję z profesury w Akademii Sztuki Pięknych w Krakowie – gwoli diamentowej uczciwości – ponieważ uczelnia finansowana była przez austriacki urząd oświaty – a poeta miał uczestniczyć w „Rewolucji” – m.in. z tym słowem związane było już od stu lat - powsta(wa)nie narodu.
Tak odbyło się spotkanie dwóch wielkich nieśmiertelnych duchów.

Z resztą oddziały Piłsudskiego składały się w pewnej ilości z twórców, pisarzy, publicystów, uczonych, artystów, malarzy itp. którzy się przeszkolili. Piłsudski nie był oficjalnie katolikiem, ale protestantem – faktycznie deistą. Do religii nie przywiązywał wagi, liczyła się dla niego Polska; z kolei twórczość Juliusza Słowackiego była jego ulubioną. Na demokrację patrzył z dystansem. W 1918 roku stał się zwierzchnikiem Polskich Sił Zbrojnych pod wpływem wielu zbiegów okoliczności i współzależności – stał się kimś na wzór błyskotliwego dyktatora, był uznany jako polski bohater, który wyszedł z niemieckiego więzienia i był (raczej) wrogiem Rosjan.
Uważał, że układy zawierane przez miernoty, nie dotyczą go - na Wschodzie granice trzeba było wywalczyć samemu - bronią i szablą, gdyż faktycznie nie istniały. Szczególnie w 1919 roku. Wilno zajęte było przez bolszewików, którzy mieli zamiar - już wtedy - przeć na Zachód i połączyć się z niemieckim proletariatem (mającym wtedy bardzo duże wpływy). Marszałek zorganizował więc wyprawę, mającą na celu przyłączenie Wileńszczyzny do Polski, i wyparcie bolszewików z Kresów.
Wilno zajmowano dwukrotnie - w 1919 oraz pod koniec 1920, już po wojnie polsko-bolszewickiej. Trwała więc prawie dwuletnia regularna walka o Kresy.
Na czele drugiej, „Dziadek” postawił Lucjana Żeligowskiego uznawanego przez niektórych za warchoła, „zawadiakę z innej epoki”, wyprawa była „nieoficjalna”; Żeligowski zastanawiał się kilka godzin – finalnie jednak m.in. pod wpływem tekstu Piłsudskiego – mniej więcej takiego – że wyznacza mu wielkie cele dla Polski, a on jest „dupą wołową” – zgodził się. I nastąpiła tzw. żeligiada.
Temat był o tyle niepewny, że za wyjątkiem bolszewików, polskie tereny wpadły w ręce litewskich bojówek, które uzurpowały sobie prawo do tych polskich ziem, a na arenie międzynarodowej Brytyjczycy blokowali Polaków jak tylko mogli. Polskie Wilno udało się przejąć, jednak na polu dyplomatycznym, sprawa ta, zakończyła się dopiero w 1927 roku w Genewie, gdzie Marszałek pogardzając zachodnimi dyplomatczykami przeciwnymi Polsce, powiedział wprost - Chcę wiedzieć, czy będziemy mieli pokój czy wojnę. Jeśli pokój zadepeszuję do Warszawy, aby we wszystkich kościołach śpiewano Te Deum i biły wszystkie dzwony. Pogodzono się z Litwinami i temat został zamknięty. Natomiast wcześniej obok Wileńszczyzny powstała Republika Litewska ze stolicą w Kownie, którą dostali właśnie Litwini - chłopi na Litwie pod koniec XIX wieku poczuli się osobnym narodem (od XV w. szlachta litewska – elity, całkowicie się spolonizowały).
Z kolei sami Anglicy, wcześniej na czele z premierem Davidem Lloydem Georgem, byli pod wrażeniem tego, że Polakom udało się przyłączyć Wilno oraz znaczną część Kresów. „Dziadek” angielczykami oraz ich intrygami, pogardzał.

Po pierwszym odbiciu Wilna z rąk bolszewików w 1919, miasto po 120 latach wróciło do Rzeczypospolitej, ostatni raz polskie było w czasie Insurekcji Jasińskiego w roku 1794. Podczas manifestacji ludności i wojska, odbywały się płacze wzruszenia m.in. hardych kawalerzystów gardzących śmiercią, jak Belina-Prażmowski.

W podobny sposób trzeba było wyznaczyć granicę południowo-wschodnią. Piłsudski chciał już wtedy stworzyć samodzielne państwo ukraińskie - zorganizował więc wyprawę kijowską i udało się zdobyć Kijów, następnie przekazał władzę na tych ziemiach - Ukraińcom; finalnie jednak bolszewicy przejęli miasto, ze względu na zbyt małe zaangażowanie Rusinów wschodnich w sprawę, nie popierano Petlury, a na południe od Kijowa, istniała machnowszczyzna - anarchistyczno-federacyjne rządy czerni, pod wodzą Nestora Machno.
Sytuacja międzynarodowa ustabilizowała się dopiero w drugiej połowie 1921 roku, a Ukraińcy, którzy nie byli komunistami, zostali z niczym. Wcześniej na terenie rdzennie polskim, chcieli stworzyć swoje państwo – zaistniała wojna polsko-ukraińska 1918-1919.

54 letni marszałek, po tym jak odparto bolszewików - był niekwestionowanie popierany przez tzw. Zachód. W 1921 uchwalono Konstytucję marcową.
Piłsudski był partyzantem, patriotą, nie był zarządcą gospodarczym – był archetypem wodza z prywatną armią, który sięgnął po władzę, ku uciesze ludzi, podczas wielkiego entuzjazmu związanego z odzyskaniem niepodległości. Po 1926 roku wprowadził niewydajny autorytaryzm - małości zostały wyniesione, a wielkości zgniecione. Najlepiej zatem pamiętać go z lat 1893 – 1920. A wszystkie błędy rządów Sanacji należy bezwzględnie wyjmować i ukazywać, przypominać.

Tradycje polskie - narodowe sięgają końca XVIII w. kiedy kanclerz Hugo Kołłątaj m.in. „rewolucją socjalną” nazywał uwłaszczenie chłopów, które wprowadził w październiku 1794 roku, niestety tylko na papierze, bo Rzeczpospolita została zniewolona. Później wraz z Towarzystwem Demokratycznym Polskim - socjalizmem nazywano walkę o poprawę bytu najbiedniejszych warstw społecznych, działo się to podczas unowocześniania państwa w czasach przyspieszonej industrializacji i rozrostu monarchii – chociaż państwa niestety nie było, ale były elity i były idee.
Bardzo trafne jest stwierdzenie, mówiące że polscy socjaliści (demokraci) w przeciwieństwie do angielskich, francuskich, rosyjskich, niemieckich itp. którzy chcieli poprawić głównie byt materialny robotników, polscy walczyli przede wszystkim o zwiększenie poziomu świadomości robotników, obok całej reszty; aż finalnie na przełomie XIX i XX w. tzw. socjaliści, lewicowcy z PPSu – obrali kierunek ściśle narodowy.
Socjaliści byli dobrzy na poziomie partyzantki i walki o niepodległość, gdy przyszło im budować ustrój państwa - nie sprawdzali się.

Jest to więc inna definicja, w porównaniu do dzisiejszej, gdzie przez socjalizm rozumie się biurokratyczną socjalistyczną machinę urzędniczą – rujnującą państwa i wspólnoty państw.

90. Kniaź Patiomkin.

Początkiem procesu - skutkiem którego Rosja stałaby się quasi-demokratycznym i uczciwym państwem, była przegrana w imperialnej wojnie rosyjsko-japońskiej z lat 1904-1905 oraz liczne strajki robotnicze nazwane Rewolucją 1905 roku. Carat podupadając zaczął się reformować i pod wpływem przemian powstał m.in. parlament nazwany Dumą Państwową. Rosyjski absolutyzm (samodzierżawie) powoli kończyło się, co przyspieszyła jeszcze bardziej I wojna światowa, podczas której carska armia przegrywała; od 1917 roku, cała Rosja była pogrążona w wielkim chaosie - Rewolucja tzw. lutowa miała zmienić kraj ten w Republikę. Dawne imperium podzielone było na liczne frakcje i partie polityczne. Rosyjska post-carska prawica prowadziła to wielkie państwo, w stronę liberalnych, umiarkowanych przemian.
Jednak w sierpniu 1917 bolszewicy/komuniści urośli na znaczeniu; zaistniała tzw. sprawa Korniłowa - kiedy to, pod wpływem blefu dotyczącego domniemanego puczu prawicowego (którego nigdy nie było), rosyjski premier Rządu Tymczasowego Aleksander Kiereński, wypuścił z więzień bolszewików i uzbroił ich - zatem nie mogło się stać nic innego - do puczu doszło, ale bolszewickiego, a Kiereński za głupotę zapłacił utratą kontroli nad Rządem, a następnie uciekł z Piotrogrodu. Wcześniej frakcję bolszewików uznano za niebezpieczną dla państwa oraz za agentów niemieckich. Blef stał się początkiem efektu motyla - pozwolił na wywołanie przewrotu bolszewickiego - wojnę domową w całej Rosji; wojnę między „czerwonymi” komunistami i „białymi” carskimi/republikanami.
Rosyjski chaos był jednym z czynników pozwalających na szybkie odbudowanie się i umocnienie Polski, zaś z drugiej strony - ze względu na triumf bolszewików, pogrążył on tę część świata w rozkładzie na następne dekady; a faktycznie prawie cały wiek XX, Europa była podzielona na wrogie, zwalczające się obozy.
Józef Piłsudski nie opowiedział się po żadnej ze stron, bolszewików nie zdecydował się „zdławić”, ponieważ w 1921 brakowało Polsce zaopatrzenia w dopiero co powstałym państwie, aby dalej przeć na byłych najeźdźców z 1920, a tzw. Zachód nie chciał pomóc.
Z kolei tzw. „biała” Rosja, carska - walcząca z bolszewikami w bardzo ciężkich warunkach - miała do odbudowanej Polski podejście zdystansowane, zarówno głównodowodzący Aleksander Kołczak, jak i Anton Denikin nie byli przychylni - w szybkim uznaniu granic państw, powstałych na trupie caratu. Jedynie poczciwy Azjata z europejską duszą - Ławr Korniłow, miał do owej sprawy podejście bardziej otwarte, zginął jednak na samym początku rosyjskiej wojny domowej. Wcześniej, podczas rewolucji lutowej, Rząd Tymczasowy będący sojusznikiem Ententy (Francja, USA, Anglia itd.) zatwierdził prawo do niepodległości Rzeczypospolitej na ziemiach etnicznie polskich.
W czasie wojny białych z czerwonymi, Polacy poczynili pertraktacje z carskimi, ale się nie dogadano. Komuniści zwyciężyli. Następnie dawny absolutyzm i samodzierżawie rosyjskie oraz rządy teokratyczne przetrwały, ale w innej formie; w formie całkowitej kontroli jednostki przez odczłowieczający system i terror – jakim była komunistyczna Rosja; i Rosjanie sami sobie to sprawili, po czym nie potrafili się zmienić. Totalitaryzm Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich powstały oficjalnie w 1922 roku (czyli szajka Lenina, Zinowjewa, Kamieniewa, Trockiego itd.; Stalina. Czeka Dzierżyńskiego) doprowadził do rozkładu Wschodniej Europy.

Rosjanie dławiąc Rewolucję lutową nie potrafili wybudzić się z wegetacyjnej śpiączki, chyba jak narazie nigdy w dziejach - od tamtego czasu, który był przebłyskiem. Zawsze tworzyli opresyjne państwa wojskowe, rządzone przez zamordystycznych watażków, skorumpowanych i zdegradowanych - prawie zawsze samowładców.
Znaczny fragment tzw. ruskiego charakteru w trafny i uniwersalistyczny sposób ukazał Tadeusz Miciński w dziele pt. Kniaź Patiomkin (oraz w sposób proroczy, dotyczący nie tylko Rosjan); ponadczasowy, gdyż wydarzenia z dzieła – a bardziej sposób myślenia, można umieścić zarówno w 1905, 1917, 1918, 1991, 2022, jak i w teraźniejszości.

Kniaź Patiomkin. Akt IV. (1906)

(...)
Oficer I: I dawniej i zawsze u nas tak było. Historycy nie mogą nawet opowiadać szczegółowo, jak ohydne były obyczaje XVI wieku u nas, a potem Katarzyna, a potem kadeckie korpusy — Można sobie kazać strzelić w łby — to nikomu nie zaszkodzi, ale cóż pomoże?
(Do majtków.)
A myślicie, że wy jesteście lepsi? „Rusi jest’ wiesielie piti“.
Jeżeli wierzyć uczonym — dziedziczność przekazuje się na dwadzieścia pokoleń.
Ciało i duch wasz też nie jest trzeźwy.
Wszystko w was jest zatrute z momentu poczęcia. Wszyscy macie skrofuły i usposobienia karamazowskie — pijaków.
Taż sama gniewliwość, toż samo zapomnienie w chwili najważniejszej, taż sama maligna myśli.
Czy daleko zapłyniecie z waszym pancernikiem Rewolucyi? Mnie się zdaje, że do pierwszego portu, gdzie jest wielki lupanar i wódki w bród. Płyńcie ludowi Argonauci; szczerze was błogosławimy na drogę.
(Odchodzą.)
Inżynier Kowaienko: Ja z wami. Ja pieniędzy nie brałem na drogę — i jestem z tych, co nad Rosyą płaczą.
(Zakrywa twarz. Milczenie wśród majtków. Wielu ociera rękawem łzy.)
Dr. Golenko: Ja teraz ani tu, ani tam — jabym rad — pozwólcie mi przysłuchać — przejąć się duchem rewolucyi —
Rjesniczenko: Posiedzenie trwa dalej. Wyborcza komisya do zarządu ekonomią okrętową donosi, że potrzeba sto tysięcy pudów węgla, dwa tysiące ton wody słodkiej — chleba pudów tysiąc, mięsa dwieście. Na to pieniędzy nie starczy. Przyjdzie zdobywać siłą. Czy to nas nie obniży w obliczu Rewolucyi, że staniemy się piratami?
Matiuszenko: Jabym myślał, że najważniejsze na teraz jest uwiadomić robotnicze organizacye i zdecydować plan walki. A wtedy już nie cofać się przed żadną nazwą moralną naszego czynu. Musimy naprzód obronić Odessę.
Koszuba: Miasto całe się burzy.
Ludzie tam stoją jak zakochani na brzegu — i patrzą z radosną wiarą w dal ku morzu, myśląc, że wszystko nagle się zmieniło i armaty nasze od razu wywrócą to, co należałoby dziesiątkami lat i tysiącami ofiar zdobywać. Nie zawiedźmy tej wiary.
Nikiticz (z owiązaną głową wnosi na plecach trupa): W mieście wojsko zwierzęco morduje — bosiaki odbijają już pakhauzy — piją koniak wiadrami, wina drogie i likiery — a gubernator Nejhardt wypuszcza ich przeciw Żydom.
Ja wracam z pogrzebu — i świadczę, po żadnym królu tyle łez nie wylano, co po naszym drogim towarzyszu. Zdradziecka władza pozwoliła na pogrzeb — a gdy wracaliśmy z cmentarza — ostrzeliwali nas — i zabito kilku marynarzy — wśród bezliku publiczności wymordowanej.
Nie mogłem wam donieść wcześniej — leżałem na brzegu omdlony pod ciężarem tego, który konał na mem ramieniu.
Koszuba: Trzeba czynu wielkiego jak niedola tej ziemi, głębokiego jak groby naszych ofiar (ukazuje morze).
Matiuszenko: Zasypmy kartaczami forty — wysadźmy na ląd żołnierzy — szturmem wziąć kazarmy —
Riesniczenko: Nie mamy na to oficerów.
Koszuba: Naznaczmy z pośród siebie.
Aleksiejew: Tylko bieda, że takich jak wy nikt nie będzie słuchał. Oficerowie muszą być lub muszą wydawać się istotami wyższej rasy — spełniającymi wolę niedosiężnego prawa.

(...)
Zwenigorodzki: Nasz pancernik zmienia się w wielki sąd nad Rosyą. I wara obniżać wielkie znaczenie słowa. Napiszmy proklamacyę do całego cywilizowanego świata — Zwróćmy się z zaklęciem bratniem do żołnierzy i Kozaków.
(...)

Matiuszenko: A wreszcie, czort z wami! Ludzi, którzy chcą być niewolnikami, nie można uczynić wolnymi!
(Podchodzi do dwóch agitatorów, którzy jedynie pozostali na statku i wszyscy trzej wyrażają swą rozpacz niemą. Muzyka gra polkę — gruby feldwebel Żurawliow tańczy — inni grają w gorodki — gryzą arbuziki, piją wódkę.)
(...)


Marzyło się Micińskiemu uwolnić Rosjan z kajdan zła, i od zła padł w okresie roztopów 1918 roku.
Rosjanie powinni przypomnieć sobie o swoich wielkich myślicielach jak np. Siergiej Bułgakow, Nikołaj Bierdiajew, Władimir Sołowjow itd. chrześcijańskich platoników - i pójść tą drogą, zrzucając z siebie mafijne oligarchie, ale oni nie pamiętają o szczytowych osiągnieciach swoich myśli. Rosyjska Imperialna teokracja post-komunistyczna, z patriarchą moskiewskim Cyrylem - każdym poprzednim i następnym, będących wprost ludźmi Kremla - mogłaby być wyparta tylko przez wielkie myśli – ale tylko ich własne. A jeśli sobie o nich nie przypomną sami - to trzeba im o nich przypominać; może nastąpi to w następnych pokoleniach. Prawdą jest to, co napisał Zygmunt Krasiński, w pewnej cześci - w skrytości serca oni sobie przyznają swoją głęboką degradację; ale nie mają ani dość rozumu, ani dość godności ludzkiej, żeby jej położyć koniec. Wolą wynosić ją do rzędu jakiegoś ideału niewolnictwa, a roszczą sobie i marzą, że prędzej czy później cały świat będzie poddany tej niewoli tak, jak oni.
Takimi dziełami jak Kniaź Patiomkin, sami mogliby się uświadomić o sobie.
Czasem zdaje mi się - żeby ich naprawić, to trzeba by chyba zaprząc do rydwanów jakieś nadprzyrodzone moce, bo nikomu jak dotąd w historii, to się nie udało.

91. Sowiecka świecka Komisja Wenecka, ul z trutniami i Full Moon Fever.

Wybitny publicysta polityczny Stanisław Cat-Mackiewicz, 14 czerwca 1956 roku powiedział prorocze słowa odnośnie niemieckiej polityki, w czasach, gdy dopiero co przegrali wojnę, którą sami wywołali – teraz (…) ja sobie wyrabiam o polityce mocarstw w sprawie zagadnienia europejskiego niewątpliwie inne przekonanie niż Panowie sobie tutaj wyrabiają – moim zdaniem rewizjonizm niemiecki jest na długie lata unieszkodliwiony, czy powstrzymany ogólną sytuacją; Zachodnie Niemcy, gdyby miały przystępywać do rewizjonizmu to musiałby przystąpić przede wszystkim do budowania federacji europejskiej, jak z resztą tego projekty były w polityce amerykańskiej (…)

Co na poziomie Unii dzieje się na polu ekonomiczno-finansowo-gospodarczo-prawnym, obecnie chcą wpływać nawet na prawo (w danym państwie) z centrali unijnej. To, że na poziomie gospodarczo-kulturowo-prasowym część frakcji w Polsce jest sterowana przez wpływy obce - od pewnego czasu, już mało kogo dziwi, trzeba jednak zacząć temu przeciwdziałać. Unia jak najbardziej jest przydatna, ale jej wpływ musi być minimalny. Nie będzie wspólnej polityki, gdy są podmioty, które innymi chcą zawładnąć w sposób autorytarny.

Kiedyś Lenin miał taki plan – że powstanie wielkie Związek Sowiecki proletariuszy całej Europy, z władzą centralną w Moskwie, a rządzić w określonych krajach europejskich będą - oddelegowani z Kremla i przeszkoleni komisarze, politrucy; główna władza miała być w „centrali” – i plan ten rozpoczął realizować w 1920, lecz zatrzymał się na Polsce. Niestety po II Wojnie udało im się wprowadzić swój system w wielu krajach.

Pomysły ścisłej federalizacji Unii, to pomysły wymyślone pierwotnie przez komunistów, często skorumpowanych, biurokratycznych - centralistów. Tam gdzie więcej papierków i gdzie główną rolę odgrywają wielkie podmioty finansowe zadłużające podmioty pomniejsze - tam korupcja kwitnie na dużą skalę. Wśród ojców założycieli tego tworu był komunista Altiero Spinelli, osoba o poglądach szkodnika. W Unii dość duże wpływy ma frakcja tzw. Grupa Spinelliego (Spinelli Group, w której jest np. była posłanka PO, a obecnie partii PE-EL DwaZeroPięćZero - Róża Thun), jej działania są całkowicie sprzeczne z polską racją stanu.

Centralistyczne, autorytarne tendencje mogą się przemieniać w neoliberalny faszyzm, już przejawiają wiele jego cech; właśnie z taką nazwą ostatnio się spotkałem, nazwą trafnie charakteryzującą sposób myślenia niektórych polityków, publicystów - neoliberałów, którzy zaczynają przejawiać faszystowski sposób myślenia – gdy będzie się to pogłębiać, być może nazwa - neoliberalnych faszystów, przyjmie się z czasem.

Tendencje autorytarne, ograniczanie wolności słowa, cenzura, narzucanie z góry różnych form kontroli, łamanie prawa, bałwany słowne – ludzie niepraworządni, skorumpowani biurokraci, zrobili np. bałwana ze słowa „praworządność” sami ją łamiąc – w tym kierunku to zmierza; i nie wiadomo, jak będzie wyglądać Unia za 10, 15, 30 lat, czy tendencje centralistyczne będą kontynuowane, jeśli tak, to pogłębią zapaść. Nie wiadomo, czy Unia - w ogóle – przetrwa, w dalszej przyszłości. Pieniądz EURO emituje Europejski Bank Centralny we Frankfurcie nad Menem, czyli kontrola jest w Niemczech, a nad tym stoi Wielki Kapitał. Europarlament to zazwyczaj przypadkowi ludzie ze wszystkich krajów europejskich, pobierający wysokie wynagrodzenia i bezwiednie wciskający guziki. Różne grupy wpływów tym sterują.

Europarlament jest w wielu aspektach rojem trutni. Istnieje tam np. taka partia jak tzw. „Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów” posiadających tzw. reprezentantów z Polski (ale faktycznie nie mających za wiele wspólnego z Polską, chyba tyle, że z Polski przyjechali, czy przylecieli), w której uczestniczą takie osoby jak Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Belka itd. wprost głosujący za centralistycznymi ideami.
W tym (ciężkim) przypadku faktycznie ma to po części prawdopodobnie psychologiczne konotacje, również - w pierwszym pokoleniu (np. ojciec) zostali przywiezieni do Polski wprost wraz z NWKD, i byli także funkcjonariuszami katowni stalinowskich (Obecnie są to ludzie po siedemdziesiątce, ale nadal mogą działać sprawnie wbrew polskiej racji stanu).

Jak tak na nich wszystkich patrzę – na tą atrapę lewicy - to się zastanawiam czasem, co byłoby z nimi jakby się pojawił „Dziadek” Piłsudski, ppsowiec, taki z września 1908 - jakby na nich zareagował oraz na tych w Polsce, polityków .. ? Albo lepiej jakby takich „Ziuków” z minimum tysiąc się pojawiło, albo więcej.

Obecnie premierem Polski, pod wpływem różnych „zabiegów” został trzeci raz - Donald Tusk, jest to osoba wkomponowana w polityczną historię tzw. III RP. W stanie faktycznym, jako lider drugiej największej partii w kraju, poparcie ma nieduże, elektorat stały (i z czasem płynny) – nic więcej. Dla bardzo dużej ilości społeczeństwa jest osobą - mówiąc najdelikatniej „niemile widzianą w polityce”.
Jego „ekipa” to ludzie, którzy liczą czas od 1989 roku, osoby wynarodowione, przymykające oko na wiele. (Wprowadzając „swój ład” nie można „szukać podstaw prawnych” do wprowadzenia zatwierdzonych ustaw – nadal jest to bezprawiem). Tragedią jest, że w rządzie są polonofobowie.

Rządzą ludzie z mentalnością wasali, fornali i karbowych, lub pół-zagranicznych. Będący u władzy - dzięki „nowej przystawce”, czyli partii PE-EL DwaZeroPięćZero, reklamowanej działalnością Szymona Hołowni.

............

Czasem poczytuje Ernsta Jüngera, pisarza, którego określam mianem „ostatniego Niemca”, człowieka honoru. W swoich dziennikach z czasu II wojny, z datą 8 lipca 1943 Paryż, zamieścił ciekawą uwagę dotyczącą francuskiego polityka Marcela Déata (komunistycznego-faszysty), będącego germanofilem, krytykującym rządy Vichy, za to, że nie są wystarczającymi kolaborantami.
Déat, którego widziałem po raz pierwszy, wykazywał symptomy obserwowane przeze mnie już u różnych ludzi i wciąż jeszcze pozbawione określonej nazwy. Chodzi o ekstremalne procesy moralne, które uwidaczniają się fizjonomicznie (…) Dążenie do władzy za wszelką cenę zabija w człowieku wrażliwość, a jednocześnie czyni go podatnym na inwazję sfery demonicznej. Czuje się tę aurę; przekonałem się o tym szczególnie wyraźnie, gdy po wizycie odwoził mnie swoim samochodem. Również bez obecności obu rosłych panów, których nie widziało się przez cały wieczór, a którzy usadowili się obok szofera, wyczułbym, że nie była to jazda wolna od zagrożeń. Niebezpieczeństwo w złym towarzystwie traci smak.
(…) Gdybym tylko zdołał pozbyć się złudnego przeświadczenia, że ropusze i jaszczurze plemię jest podobne do mnie; bardzo by mi to pomogło.
Co racja, to racja, ale z drugiej strony na widok choćby najmniejszych zwierząt trzeba sobie wciąż mówić - „toś jest ty”.
Moja odwieczna podwójna rola polega na tym, żeby równocześnie widzieć i wrogość, i bliskość. (…)


Ta pyszałkowatość w działalności politycznej i mimice - w przypadku obcych wpływów ingerujących w sprawy Polskie, kończyła się różnie.
Znamienna jest wielce symboliczna scena z filmu pt. Krzyżacy (reż. Aleksander Ford); znamienna bo prawdziwie oddana - scena, podczas której wielki mistrz krzyżacki - Ulrich von Jungingen, pełen pychy, ginie w czasie Bitwy pod Grunwaldem (1410), ginie podczas stracia z polską lekką piechotą, czeladzią obitą zazwyczaj w lekki skórzany pancerz, posiadającą pikę, dzidę lub toporek (do drewna) - von Jungingen ginie, a czeladź - biegnie dalej; a wraz z nim plany niemieckiej ingerencji, w nieswoje sprawy.
W taki też sposób niemiecka ingerencja „wyparowała” - von Jungingen jest postacią symboliczną, ucieleśniającą „zbiorowość”. Jednak trzeba pamiętać, że wysiłek, który został wtedy poczyniony, był dziełem rycerstwa, konnicy, piechoty z każdej części Polski-Korony.

92. Polskie (niedoszłe) drogi.

Stany Zjednoczone Ameryki powstały w drugiej połowie XVIII w. Są państwem zbudowanym przez ludzi z ugrupowania politycznego tzw. liberałów-patriotów, lecz w tamtych czasach nie byli to liberałowie w dzisiejszym rozumieniu tego znaczenia, dziś nazwalibyśmy ich świecką prawicą - elity amerykańskie, ojcowie założyciele to właśnie świecka oświeceniowa prawica, która później zaczęła dzielić się - powodem była rozbieżność w poglądach ekonomiczno-gospodarczych.
Najpierw jednak była Konfederacja Trzynastu Kolonii (1774), Kongres Kontynentalny Pierwszy i Drugi oraz Armia Kontynentalna powołana przez ten Drugi. Finałem procesu państwotwórczego stało się wprowadzenie w życie 4 marca 1789 Konstytucji Stanów Zjednoczonych – finałem, jak i początkiem narodu amerykańskiego. Z kolei w lutym 1791 powstał Bank Stanów Zjednoczonych, i zaczęły tworzyć się pierwsze stronnictwa poglądów, na prowadzenie państwa, Partia Federalistyczna (1791) oraz później Partia Demokratyczno-Republikańska (1792).
Konflikty wewnętrzne, w tym największy - wojna secesyjna (1861-1865), były sporami o pieniądze, centralizację i decentralizację. To najpotężniejsze państwo na świecie stworzyła, a później utrzymała świecka prawica - deiści i agnostycy z mentalnością w znacznej części purytańską.

W Polsce, w Rzeczypospolitej, pierwsze tendencje tzw. oświeceniowe, „coś” co możemy nazwać z całą pewnością świecką prawicą - były stronnictwem i szeroko pojętą myślą, pochodzącymi od - swojego czasu drugiej osoby w państwie – kanclerza Jana Zamoyskiego; oraz wcześniej całej grupy pisarzy politycznych i uczonych renesansowo-oświeceniowych, z których za głównego można uznać Andrzeja Frycza Modrzewskiego.
Następnie polska oświecona prawica (liberałowie), zaistniała równolegle z amerykańską, i francuską - była to druga połowa XVIII w. i szeroko pojęte Stronnictwo Patriotyczne, reformujące państwo – z kanclerzem Hugo Kołłątajem, jako osobą najbardziej progresywną, w poglądach (w ówczesnej Europie po części również), szczególnie w 1794 roku - gdyż jego poglądy stopniowo ewoluowały. W Rzeczypospolitej zatem, także wyodrębnił się nurt świeckiej prawicy - który stworzył państwo i całościowy naród, jednak pod wpływem klęski militarnej, I RP przestała istnieć.

Nie stało się to tak po prostu - jeśli chodzi o reformy - był to dłuższy proces, jeszcze pół wieku wcześniej państwo było w rozkładzie. W czasach saskich, czyli w pierwszej połowie XVIII w. rozkład ten osiągnął swój punkt kulminacyjny, którym były rządy Augusta III Sas, i rozkwit Rzeczypospolitej magnackiej – rozkwit upadku. Później po klęsce Konfederacji barskiej, gdy nastąpił I rozbiór – czyli bezprawna grabież, wraz z pewnego rodzaju niemocą, nastąpiło potrójne uprzytomnienie, i zaczęły się reformy, ścieranie się wielu poglądów, z czego najbardziej progresywne udało się wdrożyć.
W myśl - Tam jest prawdziwa Rzeczpospolita, gdzie każdy właściciel ziemi jest częścią samowładności, która gruntuje się na prawodawstwie, na sprawowaniu najważniejszej opieki rządu i dozorze egzekucji prawa. Jak pisał (wyprzedzając) Franciszek Ksawery Dmochowski (O właściwe rozumienie ustawy rządowej) w okresie Konstytucji 3 maja, rozmyślając nad podziałem i rozdzieleniem władz.
Zdawano sobie również sprawę z tego, że kraj upadł nie tylko z powodu agresji zewnętrznej, ona wyniknęła także z błędów własnych - takim błędem był np. zgubny wpływ możnowładztwa.

Piętnowano – w znacznej mierze - negatywne cechy własne, które w czasach saskich osiągnęły – jak wcześniej wspomniałem - apogeum. Długi proces upadku, rozpoczął się jednak długo wcześniej, podczas potopu szwedzkiego (1655-1660), na ziemiach polskich poczyniono wtedy monstrualne zniszczenia i grabieże, śmierć poniosło ok. 35-40% całej populacji Rzeczypospolitej (z 11 milionów).
W związku z utratą i dewastacją ziem, własności, majątków - zaistniała tzw. gołota, czyli szlachta, która nic nie posiadała poza prawem politycznym, następnie wprowadzono liberum veto, a wojny cały czas istniały w tle. Czasy saskie - rozpoczęte pół wieku po najeździe Szwedów i Moskali - były skutkiem tego co działa się wcześniej. Szlachta (stan drobnoszlachecki) była wtedy biedna, niemal jak chłopi. A chłopi utracili wiele ze swoich dawnych swobód.
Później w drugiej połowie XVIII w. wraz z reformami, patrioci starali się wyplewiać najgorsze cechy narodowe, czasem bezwzględnie je wykpiwiając w postaci np. satyry. Natomiast słownie, dyskutowano nieustannie.

Szlachcica – upadłego – z czasów saskich, ironicznie i bezwzględnie, ale także edukacyjnie, a jednocześnie z klasą, wykpił jeden z wybitniejszych publicystów Kuźnicy Kołłątajowskiej, Franciszek Salezy Jezierski - sam z dzieciństwa i młodości dobrze pamiętający ten jeden z gorszych okresów dziejów Polski.
Poczynił utwór, satyrę polityczną pt. Ustrój społeczny i stare wychowanie. Jarosza Kutasińskiego herbu Dęboróg, szlachcica łukowskiego, uwagi nad stanem nieszlacheckim w Polszcze. Trzeba mieć na uwadze to, że satyrę napisał patriota oświeceniowy, reformator, a nie jakiś chłystek, cham, czy kosmopolita. Utwór powstał w postaci broszury z 1790 r. wystylizowanej na autobiografię drobnego szlachetki Kutasińskiego. Autor przedstawia w nim mentalność niektórych - tych najbardziej zalanych miodem i małostkowych, w okresie saskim. Ukazuje wpływ czynników zewnętrznych na kształtowanie się światopoglądu. W tamtych czasach drobny szlachcic z Mazowsza - pracą i położeniem nie różnił się wcale aż tak od chłopa.
Wyjście z tego stanu rzeczy umysłowej, pisarz upatrywał w szerokim wprowadzeniu nowoczesnej edukacji narodowej - co Stronnictwo Patriotyczne wprowadziło radyklanie w czasie Insurekcji narodowej; a wcześniej wprowadzała Komisja Edukacji Narodowej.

Jezierski ukazuje oczywiście ten najbardziej zaściankowy rodzaj umysłowości, przed epoką oświecenia.
Bohater, narrator utworu opisuje m.in. jak dorastał, kiedy dowiedział się, że istnieje taki stan jak „szlachta”, i jaki to miało na niego wpływ.

Fragmenty:

O szlachectwie zaś żadnej nie miałem wiadomości, bo ani nie znałem osób innego stanu, ani w kościele na nauce wiary ksiądz komendarz o tym nie wspominał nigdy, a stan ubogi majątku domowego pokazał mi mego ojca człowiekiem powszechnym. Ojciec mój, JP. Władysław Kutasiński, był dziedzicem ziemi, przyjmującej na zasiew ozimi żyta dziewięć korcy, trzy ćwiercie i sześć garncy. Że więc człowiek może być panem ziemi i gospodarzem na niej, to mi pokazywała natura, ponieważ wół i koń nie może być właścicielem takiej rzeczy; ale o tym nikt mnie nie oświecił, że trzeba być szlachcicem, aby być dziedzicem ziemi. Widziałem przy tym, że mój ojciec mąkę, kaszę, pęczek wyrabiał w żarnach, i nie wiedziałem, że są młyny i młynarze do nich na świecie; widziałem go naprawiającego obuwie, łatającego odzienie i nie dziw, że nie znałem szewców i krawców (…) widziałem go pobijającego fasy i dzieże, naprawiającego koła u wozu (…) w czasie żniwa chodziła moja matka z mymi siostrami o półtory mili na daleką wieś żąć u JP. wicesgerenta przez pięć dni, aby był za to patronem w grodzie spraw mego ojca w pieniactwie z sąsiadami; (…) Więc mój ojciec, będąc człowiekiem z urodzenia, z przypadku i z opinii szlachcicem, z majątku rolnikiem, z niedostatku młynarzem, szewcem, krawcem, bednarzem itd. z potrzeby zaś był chłopem, robiąc wicesgerenszczyznę (…)

Bohater pewnego razu odnajduje mosiężną pieczęć z herbem, i pyta ojca, co to jest; Władysław Kutasiński zaczyna synowi opowiadać o urodzeniach zaszczytnych, o wolności i równości, o sejmikach, o sądach, o sejmach, o stanie chłopów, o stanie miejskim (…) Jarosz - po opowieściach - stwierdza, że ozdobiły nowym zasobem pychy miłość moją własną, poznając się w takim zacnym stanie urodzenia. Osobliwszy początek herbu był zaszczytem urodzenia mego (…) Minerwa się poczęła z mózgu Jowisza, Wenera z morskiej piany, a dom Kutasińskich z dębu i z rogów jelenich. Dziękowałem Opatrzności przeznaczenia, że nie idę od Chama tak ja chłopy, i że nie jestem wzgardzony jak łyczaki [łyki – przezwisko mieszczan], ale że jestem prawdziwej krwi szlacheckiej karmazyn (…)
Zawieziony zostałem do miasteczka stołecznego ziemi naszej, zastałem w szkołach takie mnóstwo chłopców, żem nigdy tak gromadnego stada gęsi we wsi naszej nie widział. Jedni się zwali po urzędach swoich ojców, drudzy po nazwiskach swoich domów, trzeci tylko mieli imiona od chrzcielnicy, np. Mikołaj, Wawrzyniec, Piotrek itd. [samym imieniem określano synów mieszczan; synów dygnitarzy i innych właścicieli tytułowano zgodnie z godnością ojca np. syn stolnika – Stolnikiewicz. Później – głównie od XVIII/XIX w. - chłopi i mieszczanie przyjmowali często patronimiczne nazwiska np. syn Michała - Michalkiewicz, Michalski, Michalczyk, Michalak, syn Jakuba – Jakubowski itd.; syn bednarza – Bednarski, przyjmowano od zawodów, od przydomków itd. bardzo różnie].
(…)
Gdy się nauczył lekcji Pawełek, a ja nie – profesor kazał mi klęczyć, a jemu siąść na starszym miejscu w ławie. Jam płakał, cierpiąc upokorzenie, tę mając jedynie pociechę; Pawełek - myślałem sobie – choć pochwalony od profesora, ale jest syn szewca, a ja jestem zawsze godniejszy, bo ja jestem pan Kutasiński herbu Dęboróg.
(…)
Najpiękniejszego dowcipu i pracy dzieło, zrobione rzemieślnika ręką, pociągało zmysły moje; lecz natychmiast takim rzemieślnikiem gardziłem bo on nie był szlachcicem Kutasińskim herbu Dęboróg.
(…)
Pewnego razu wybrał się Kutasiński po raz pierwszy do Warszawy wioząc ze sobą na sprzedaż drób i nabiał, zakupiony po wsiach okolicznych i dostawiany już uprzednio przez jego brata do miasta. (…) W zajeździe został jednak okradziony. (…) Przesąd o szlachectwie gruntował mniemanie, że jako ten jest stan najgodniejszy, tak i najpoczciwszy.


W taki sposób, trochę też specjalnie przesadzony (ale nie do końca) Jezierski starał się wykpić pewien rodzaj mentalności. Pod koniec XVIII w. byli już obywatele w USA i Francji. W Rzeczypospolitej także, ale tylko krótko, bo Warszawa w listopadzie 1794 padła.

Koniec XVIII w. był czasem osobliwym, czasem ciekawym, ale i smutnym. Obok patriotów, reformatorów, oświeceniowców, istnieli kosmopolici, bankierzy, mieszczanie, nowo-polacy, sarmaci w starym stylu, szlachta zaściankowa różnego rodzaju i mentalności, cudzoziemcy, chłopi, obywatele i nie-obywatele, Rusini, czerń, Żydzi, przechrzty; zaprzańcy i najeźdźcy, zdrajcy i nawróceńcy, kler oświeceniowy i kler zdewociały, pobożni księża i świętoszki napełnione pychą, demagodzy i mówcy.
Obok kosmopolity, iluminata, ezoteryka, magnata – jakim był Tadeusz Grabianka, istnieli ludzie, którzy myśleniem, jakby zatrzymali się z Sobieskim pod Wiedniem – pełno istniało skrajności. Berek Joselewicz, najemnik, werbował mały pułk starozakonnych, chodząc po synagogach i mówiąc, że Kościuszko jest wysłannikiem ich boga, finalnie uciekając w niewolę, zostawiając swoich pod rosyjskim gradem kul. Gen. Józef Zajączek, z Zajączków, pan na Zajączkach, patriota kariery i chwili, nieudolny obrońca Warszawy i uciekinier, istniał obok całych setek zaciętych patriotów i niedoszłych rewolucjonistów. Stanisław Poniatowski chodził w tę i we w tę, zamknięty w pałacu, oczekując na to, co się wydarzy dalej, a znany był od ponad roku już tylko z dwóch rzeczy – że kłamie i płacze, płacze i kłamie - i tak w koło. W tle iskrzyła Rewolucja, a I RP została rozszarpana przez armie wrogów.

Część XVII (93-96)