Ardra.pl

U brzegów Polski.


24.06.2022

1.

W odniesieniu do tzw. chłopskiej mentalności i całego łańcucha, tak modnego ostatnimi czasy w logice lewicowo-liberalnej oraz u osób będących pod wpływem tych teorii, przeczytałem ostatnio ciekawy wpis p. Tomasza Gabisia odnośnie wzbudzania tzw. poczucia winy, dotyczącego panów i chamów oraz mentalności folwarcznej lansowanej przez owe środowiska, co przyszło ze zdwojoną siłą wraz z modą na motyw amerykański białych, którzy wyzyskiwali czarnych, co traumą jest, ale amerykańską.

Jednak jak widać, nie jest to takie proste w logice lewicowo-liberalnej, otóż - cytując autora, który trafnie, przekornie wypunktował: Już, już myślałeś, że jako potomek chłopów, komfortowo się umościsz w miękkim fotelu bycia ofiarą, ale nie tak szybko, nie do potomków ofiar, ale do potomków sprawców zostaniesz zaliczony, bo twoi przodkowie byli karbowymi i uczestniczyli w systemie przemocy. Zatem koszulę pokutną włóż, włosy posyp popiołem, przeproś za winy przodków! Koniecznie grupę rekonstrukcyjną pańszczyzny utwórz, abyś mógł się wcielić w karbowego, który batem zagania chłopów do pracy!

Karbowego, czyli chłopa zarządcy, który wykonywał rozkazy pana, m.in. pilnując innych chłopów podczas zaborów. Oczywiście ta tzw. chamska mentalność została Polakom wtłoczona przez cały okres komunizmu, podczas degeneracji społeczeństwa od 1944, a potem przez kontynuatorów tych środowisk tłoczona dalej, ale ma to swoje korzenie głębiej. Mam na myśli mentalność środowisk neoliberałów – polityków, dziennikarzy itd. i ich podejście do Niemiec (w tym Rosji) i Unii Europejskiej. Korzenie te wyglądają następująco.

Otóż żył kiedyś w zaborze austriackim (i pruskim) Maciej, Maciej był potomkiem Jędrzeja, który zginął za Kościuszki z kosą na Moskali szedłszy. Maciej był półsierotą i wychował się w chlewiku u pana austriackiego, minęły lata, Maciej dochował się dwóch synów: Jakuba i Antka. Całe dzieciństwo jednak faworyzował Jakuba, kosztem drugiego syna, Jakub był „tym lepszym”, a dlaczego? Ponieważ Jakub był z dziedzica. Ale to jeszcze nie koniec. Żył kiedyś Icek, Icek był komunistą - w 1920 bolszewik agitator na terenie Polski - w 1939 na Wschód uciekł, NKWD przeszkoliło Icka; Icek wygrał wojnę - z armią gwałcicieli Hitlera przegonił, był nawet jakimś lejtnantem, Polskę wyczyścił, następnie w KBW czy Informacji Wojskowej obławnik oficer, potem stał się sekretarzem ważnym w nowym Państwie Rad nad Wisłą. Icek miał dwóch synów Natana i Chaima. Natan i Chaim z młodych komunistów zamienili się w demokratów - po 90’ jeden gazetę zakładał, drugi gdzieś tam wyjechał.
No i tak nam ten Jakub z Natanem Polskę chcieli urządzać, że Jakub dziedzica szuka za Odrą, a Natan wygląda nowej stolicy Państwa Rad, jako odruch po swoich przodkach. Ale co to ma z Polską wspólnego. Nic.

2.

A co z nami - Polakami? Jak to Aleksander Fredro ładnie opisał w swoich napoleońskich wspomnieniach (Trzy po Trzy) o Józefie Poniatowskim, którego król Staś widział jako swojego następcę, jakby reformy Konstytucji 3 maja udało się wdrożyć - czyli jakby zaborcy przegrali. Z resztą ten motyw dotyczący mentalności, przewijał się, aż do czasów II Korpusu gen. Władysława Andersa.

Książę Józef Poniatowski nie miał wprawdzie znamienitych zdolności jako wódz — wiedzieliśmy o tym, a jednak pociągał ku sobie silnie serce żołnierza. Może w części i dlatego, że to, co Polaka zawsze zachwyca: odwaga, postawa, ruch, sposób wyrażenia się — były czysto narodowe, przeciągnięte wszakże połyskiem zachodniego rycerstwa. Na dzielnym koniu, dzielny jeździec, nieugiętego męstwa, świetnego honoru, pięknej postaci, wąs czarny, czapka na bakier, był ideałem polskiego wodza. Gdyby był nad brzegiem piekła krzyknął: „Za mną, dzieci!…”, w piekło skoczono by za nim. W innych zaś chwilach życia urzeczywistniał wyobrażenie wyniosłych, czystych i pięknych cnót rycerstwa. Kwileckiemu, który paszkwil napisał na całe towarzystwo warszawskie, rzekł: „Masz szczęście, żeś mnie w nim umieścił, bo bym tej niegodnej czynności pewnie nie przebaczył”. Wejrzenie jego było nad wszelkie pojęcie ujmującym, głos przyjemny, uśmiech pełen duszy, pełen wymowy — ten, kogo nim obdarzył, zdawał się słyszeć słowa pociechy i zachęty: „Znam cię… dobrze, bracie… Honor i Ojczyzna!” — Poznałem go w Trześni pod Sandomierzem.
„Co kraj, to obyczaj”, mówią, ale gdyby nie rym, częściej jeszcze można by powtarzać: „co czas, to obyczaj”. A nowszy zawsze piękniejszy, zawsze mędrszy, ale za to dawne czasy były od początku świata zawsze wiekiem złotym, wiekiem prostoty i cnoty. I ja teraz muszę powiedzieć: był to wiek złoty ten czas, kiedy byłem młody, kiedy stanąłem przed księciem Józefem w trzeciej pozycji, jak do menueta albo raczej do matelota, tańca, którym robiłem zaszczyt memu nauczycielowi Kurcowi, a Kurc był z baletu króla Stanisława, a król Stanisław znał się lepiej na tańcu niż na sztuce rządzenia. Książę przyjął mnie uprzejmie. Rozmawialiśmy pięknie a nie długo. Nazajutrz, 8 czerwca, dostałem nominację na podporucznika.

Jedynie zapewne przez grzeczność nie pytacie mi się, szanowni państwo, za co zostałem oficerem. A ja na to odpowiem, niech was to nie dziwi, bo nowe formując pułki, niedostatek oficerów przymusza nominować i nowo w szeregi przybyłych, odznaczających się trochę lepszym wychowaniem. W owym czasie wyrastały podporuczniki jak grzyby i nie do jednego można było powiedzieć z Plautem: „A więc panie oficerze, co nie jesteś żołnierzem” etc.

Wcześniej wspomniany Jakub był z dziedzica pruskiego, Natan z komunisty Icka i oni Polskę w latach 90' urządzali, a Aleksander i za tym pewien archetyp straconego pokolenia, które ciągnęło się przez dwa wieki do międzywojnia, i potem niestety nie było decyzyjne w Polsce, wyglądał tak - Kochałem i szanowałem mego ojca, ale w miarę jak mi czas nasuwa punktów porównania, cześć dla niego zdaje się wzmagać w moim sercu. Powtarzam teraz często niejedno jego zdanie, jego przestrogę, których słuchając, nie myślałem nawet, że je pamiętać będę. Żywot ojca stał się wzorem dla dzieci. Jego charakter prawy, rozum, głęboki, logiczny, dobroć nieprzebrana, uprzejmość, uczynność, zjednały mu powszechny szacunek. Jako człowiek i jako Polak był on w całym znaczeniu wyrazu: bez skazy.

3.

Buddyści mają taki zwyczaj, że gdy starzeje się Dalajlama lub wie, że niebawem umrze, daje wskazówki innym mnichom - gdzie się odrodzi w następnym wcieleniu. Około 3 lata po jego śmierci rusza delegacja po wioskach tybetańskich, poszukująca wedle wskazówek ok. 3 letniego chłopca – no i chłopca odnajdują, upewniają się, że to się odrodził Dalajlama, że to ta sama dusza, po czym zabierają go do klasztoru i przez następne lata przysposabiają na przywódcę duchowego swojej religii/filozofii. W taki to sposób kolejny Dalajlama to tak naprawdę ten jeden Dalajlama tylko, że jako kolejny bobas, odrodzony i odnaleziony. I tak to się kręci. Obecnie Tenzin Gjaco już przekazał, gdzie po śmierci ma się znowu odrodzić - podobno, odrodzi się w Kieleckiem, a dokładnie między Zagnańskiem a Skarżyskiem-Kamienną, możliwe, że w samych Kielcach. No więc delegacja mnichów już ponoć zabukowane ma bilety lotnicze.

4.

Na przełomie XIX i XX w. profesor Wincenty Lutosławski był wybitnym tłumaczem Platona i jednym z wybitniejszych humanistów tego okresu - znawcą Platona. Jako dość jeszcze młody człowiek, pod koniec XIX w. mieszkał w Hiszpanii przez pewien czas, wtedy to, wyczytawszy z Platona tajemnice wszechrzeczy, uległ pewnej złudzie, dostał chwilowego przypływu omnipotencji. Pewna grupka ludzi była zebrana wokół niego, wykładał im nieśmiertelność duszy i potęgę nad wolą - niczym bramin indyjski. Zaklinał się patosem i różnymi zaklęciami jak szekspirowski Prospero. W końcu mu to przeszło, wrócił do Polski, w międzyczasie wykładał na rożnych uniwersytetach. Po latach został za te pozy bezwzględnie wykpiony przez pewnego artystę, któremu potrzebne były materiały do pracy naukowej, i się obraził. Przełom tych dwóch wielkich wieków, był okresem powstawania różnych systemów i światopoglądów m.in. antropozofii, teozofii oraz masy innych synkretyzmów, szczególnie na zachodzie Europy. Trochę później żyło np. takich dwóch ludzi jak Aleister Crowley i Samuel MacGregor Mathers oraz różni przebierańcy, megalomani i inni. I nie często zdarzali się artyści, których pomysły przeżywały ich samych i nie były pokręcone, z kręgu angielskiego wyróżnił się na pewno - Austin Osman Spare, z koncepcjami zbiorowej psychiki. Żaden z nich nie był jednak uczonym i nic z tym wspólnego nie miał. Prof. Lutosławski spędzał godziny nad logiką Platona, aż go swojego czasu przedawkował.
Poparcia czy też zaprzeczenia monistycznych koncepcji (a zaprzeczyć się raczej nie da) można szukać tylko wśród logików, matematyków, może fizyków, są to koncepcje inne od klasycznych kartezjańskich - które prawdopodobnie pokazują tylko mały procent całości.

5.

Polska jako religia/filozofia (ontologia polska) to platońskie monistyczne podejście, mające swoją tradycję (centrum) w polskim romantyzmie. Wyraża się przez sztukę i pokrewne jej formy, odzwierciedla we wszystkim co do tej pory zostało stworzone przez ludzi, definiujących się jako Polaków, od początku istnienia polskiej kultury.

Wielki patriota, przedsiębiorca, ekonomista, nafciarz, jedna z ważniejszych postaci polskich drugiej połowy XIX w. Stanisław Szczepanowski tak pisał o Polsce, gdy jej nie było na mapie. Nigdzie natura szczodrzej jak u nas nie siała zarodków wielkich ludzi i wielkich czynów. We wszelakiej walce słuszności i sprawiedliwości przeciwko brutalnej sile nam przypada to samo stanowisko na polu międzynarodowym, co pierwszym chrześcijanom w zakresie życia osobistego, w walce jednostki z państwem. W tej walce, my Polacy, stoimy na przedzie ludzkości a sprawa nasza znajduje sprzymierzeńca w sumieniu samych naszych przeciwników, bo prawda i sprawiedliwość jest po naszej stronie. Ktokolwiek nas prześladuje, musi nasamprzód samego siebie upodlić i poniżyć, musi się wyprzeć własnego sumienia i siebie samego oraz wszelakich zasad i idei, które stanowią wielkość narodu i całej ludzkości.

Chrześcijaństwo jest obok, katolicyzm stał się jedną z części Polski, został wkomponowany w tożsamości zbiorową, dlatego również jest częścią zbiorowej pamięci. Najlepiej wyraża to mistyka Zygmunta Krasińskiego - Polska jest córką Boga (Jedni), a Chrystus to jej brat. Więc jeśliby spojrzeć na to z perspektywy religii - Polska stoi ponad Watykanem (z resztą Watykan kilkakrotnie się wyrzekał Polski m.in. 1795, 1831), który jako instytucja jest zhierarchizowanym tworem kulturowym. Co będzie z Watykanem za następne 100 lat? W erze jeszcze większej cyfryzacji i coraz to bardziej zaawansowanych technologii - nie wiadomo czyją strefą wpływów się stanie i nie do końca wiadomo czyją strefą wpływów jest teraz.

6.

Pisząc o dawnej Rzeczpospolitej, trzeba także pamiętać ciemne strony i procesy, które prowadziły do finalnego rozkładu państwa. Od 1648 do ok. 1735 - I RP była terenem ciągłych wojen, co spowodowało załamanie się gospodarki. Od drugiej połowy XVII w. stała się stricte Rzeczpospolitą magnacką, czyli przedmiotem rywalizacji oligarchów o wybujałych planach - byli wśród nich zarówno patrioci, jak i zdrajcy. Każdy region był strefą wpływu któregoś z magnatów, a nad nimi istniał król, którego sobie wybierano. Przez ok. 100 lat do 1764 zerwano 42 sejmy, na 71 odbytych, czyli 60% (nie licząc elekcyjnych), związane to było zazwyczaj z interesami magnata, często będącego w umowie z obcym dworem. Zaniechano reform, które były w pewnym wariancie niezbędne, ponieważ zawsze po czasach złotych, przychodzą gorsze. Od drugiej połowy XVII w. ciągle odwracano sojusze, w licznych wojnach z Moskalami, Kozakami, Tatarami, Turkami, Szwedami, itd., obok funkcjonowały strefy wpływów obcych dworów, starające się ingerować w los Rzeczpospolitej. Bilans panowania ostatniego z Wazów, Jana Kazimierza był zły i rozpoczął ciężki okres – straty terytorialne, deprecjacja monety, rezygnacja z Opolszczyzny, szarpanie się miedzy królem a magnaterią - szlachta średnia stała się statystami.

W całej historii Polski, ciężko znaleźć epizod, który można uznać za jednoznacznie gorszący czy też, najzwyczajniej zły i morderczy. Tymczasem podczas rokoszu Lubomirskiego, gdy regaliści związani z królem, w wojnie domowej, zaatakowali konfederację, i następnie, gdy wojsko króla przegrało bitwę pod Mątwami w 1666 roku, szlachta wpadła w furię – i wymordowano w amoku niecałe 4 000 doborowych żołnierzy królewskich, którzy chwilę wcześniej poddali się, będąc odciętymi od wycofującej się w popłochu reszty armii; poddali się, unosząc ręce. Rokoszanie od oddziałów związanych z królem, różnili się tylko przepaskami na ramieniu, wszyscy byli Polakami. Rok później w Bitwa pod Podhajcami walczono już po tej samej stronie przeciwko Kozakom i Tatarom, chcącym złupić Rzeczpospolitą.

Rokosz z lat 1665-1666 utrwalił konfederację jako formę organizacji polityczno-wojskowej, konfederacje nie uznawały liberum veto, kierowały się większością głosów, dziesięć lat wcześniejsza Konfederacja tyszowiecka, uratowała kraj podczas szwedzkiego najazdu. Jerzy Sebastian Lubomirski był postacią dwuznaczną, z jednej strony patriota, z drugiej ambicjoner, a później nawet przekupnik. Król Jan Kazimierz, mimo wielu dobrych chęci, działał miernie, chciał m.in. elekcji vivente rege - francuskiego królewicza, co także było działaniem poniekąd na rzecz obcych wpływów, a szlachta tego nie chciała. Od XVII w. spory szlachty z królami, były często dwuznaczne i ciężko stwierdzić po czyjej stronie stała polska racja stanu. Powoływanie królów elekcyjnych, jako forma sprawowania władzy - uległo degeneracji. Sejmy konwokacyjne starały się wykluczać nielegalnych pretendentów do tronu, najczęściej zagranicznych np. podczas elekcji w 1669 roku, szlachta zjechała się na pole elekcyjne i swoje niezadowolenie ukazała poprzez ostrzelanie szopy gdzie obradowali senatorowie, następnie wybrano na króla, Polaka rodaka – „Piasta” jak to zwali, za zasługi ojca, Michała Korybuta Wiśniowieckiego, który z resztą był wyjątkowo nieudolny i 4 lata później najadł się zepsutej kaszanki lub czegoś podobnego i umarł.

Kolejnym królem był - Jan Sobieski, będący ostatnim dobrym wyborem w historii elekcji. Wraz z pierwszą połową XVIII w. odbywały się regularne szarpaniny zbrojne obcych dworów i magnatów o koronę Polską, m.in. wojna o sukcesję polską. W połowie tegoż wieku, wielu magnatów reprezentowało już tylko swoje wpływy i obce racje stanu. Kulminacją był sejm konwokacyjnym w 1764, kiedy to tzw. Familia czyli głównie rodzina Czartoryskich i Poniatowskich, realizowała rosyjskie wpływy dokonując zamachu stanu na polski tron, namaszczając na władcę Stanisława Poniatowskiego, którego wybrała sobie caryca - następnie władzę w kraju sprawował rosyjski ambasador Nikołaj Repnin. Wtedy też, kilka rodów magnackich, zbudowało swoje potęgi - za obce pieniądze, jak i Rzeczpospolita była rozerwana między obce strefy wpływów oraz wtedy, po pół wieku bezczynności, polscy patrioci powołali ostatni zryw szlachecki - celem wygnania Moskali i ich podwładnych oraz powrotu do samostanowienia, zrywem tym była Konfederacja Barska.

Część II (7-13)