Ardra.pl

Hannibal u bram.


08.05.2024

Imperium Rzymskie było balansem różnych (nowych i starych) rozwiązań ustrojowych mieszających się ze sobą na przestrzeni stuleci. Państwem - samonapędzającą się machiną wojenną, nie mogącą się oprzeć, aby przestać podporządkowywać sobie kolejne regiony w Europie i poza nią, szczególnie od początku II w. p.n.e. gdy nikt z potencjalnych rywali, nie miał już możliwości, ani szans, na przezwyciężenie militarne Rzymian, którzy zaczęli nadzorować podporządkowany świat w myśl maksym - Dziel i rządz oraz Twarde prawo, ale prawo.
Zatrzymywali się jak uznawali, że z perspektywy – głównie – ekonomicznej, już dalej nie ma to dla nich sensu. Wraz z wiekami, po stabilizacji ogromnego Imperium, wojny toczyły się również dlatego, że Rzymianie odpierali ataki państw ościennych, co przeradzało się po czasie w większe konflikty. Różne ludy i różne dynastie, miasta, regiony, różne strefy interesów, były skonfliktowane między sobą i często ktoś udawał się po pomoc do Rzymu.
Po dłuższym okresie dziejów doprowadzono do tego, że posiadanie obywatelstwa Imperium stanowiło o pewnego rodzaju prestiżu. Zaś sojusz z wielkim mocarstwem (lenno w starożytności) dawał bezpieczeństwo, chociaż najczęściej Rzymianie woleli najzwyczaniej tworzyć nowe, własne prowincje - po tym - jak uzyskiwali kontrolę nad kolejnymi ziemiami.

Jednak zanim to wszystko zaistniało, rozrastając się niezmiernie - był kluczowy wiek III p.n.e. podczas którego Rzymianie kończyli podporządkowywanie sobie Półwyspu Apenińskiego oraz pierwszych ziem poza nim. W pierwszej połowie tegoż wieku, odparli plany inwazji wybitnego wodza, Pyrrusa z Epiru, który zamierzał realizować podbój na Zachodzie, lecz utknął w rzymskich wojnach i musiał się w końcu wycofać.
Następnie rozpoczął się wielki konflikt mocarstwowy między Rzymem a Kartaginą. Konflikt z przerwami trwający ponad cztery dekady. Pierwszą wojnę punicką zwyciężyli Rzymianie, Kartagina podpisała dotkliwy rozejm (traktat pokojowy) i po pewnym czasie, obie strony zaczęły przygotowywać się do ponownej konfrontacji.
Kartagiński wódz Hamiklar Barkas zajął znaczną część Półwyspu Iberyjskiego tworząc autonomię tzw. Nową Kartaginę, zaś najstarszy z jego synów Hannibal stał się jednym z większych dowódców w historii dziejów - być może - zaiste w umiejętnościach przewyższał nawet zuchwałego Aleksandra Macedońskiego, biorąc pod uwagę fakt, z jakimi przeciwnikami się mierzył, pomimo finalnej porażki.
Barkida wiedziony intuicją, postanowił zaatakować pierwszy - wyprzedzając zamiary wrogów, zaatakował od niespodziewanej północnej strony, wcześniej forsując Alpy. W całej wyprawie chodziło także o pewnego rodzaju zapobiegającą zemstę, wszak Kartagińczycy pamiętali, gdy ponad 30 lat wcześniej, Rzymianie zagrozili bezpośrednim zniszczeniem ich stolicy przenosząc wojnę (prowadzoną głównie na Sycylii) do Północnej Afryki; było bardzo źle, jednak w ostatniej chwili udało się pokonać najeźdźców pod Tunesem (255 p.n.e.) - helleńscy najemnicy ze Sparty, na czele z niejakim Ksantipposem przejęli dowódctwo ratując Kartaginę (która mogła zostać bezpośrednio przejęta już wtedy, ale tak się nie stało, i wojna, polityka - były prowadzone dalej w sposób niezależny).

Hannibal wkroczył więc na Półwysep Apeniński, a następnie rozgromił Rzymian kolejno m.in. pod Trebią, Jeziorem Trazymeńskim oraz w najważniejszej bitwie pod Kannami (216 p.n.e.) - będącej jednym z większych zwycięstw militarnych w historii. Następnie przez prawie 15 lat przebywał na terenie południowej Italii tworząc quasi-autonomię wojenną, trzymając nieustannie pod bronią spore posłuszne, złożone z różnych ludów wojsko oraz podporządkowując kilka miast.
Wojna trwała i wszystko było możliwe. Rzymianie posiadający nadal spore możliwości regeneracyjne, obawali się oblężenia Wiecznego Miasta, pobici myśleli co robić dalej; ryglując stolicę, zaczęli przerzucać jednostki poza półwysep. Barkida zaś nie miał realnych możliwości logistycznych, aby bezpośrednio podejść i oblegać Rzym oraz odnieść sukces, zatem oczekiwał na posiłki i wzmocnienia, które miały przyjść ponownie przez Alpy pod dowództwem jego młodszych braci, jednego wcześniej odesłał na Półwysep Iberyjski.
W międzyczasie podpisał antyrzymski sojusz z władcą Macedonii, Filipem V. Treść przysięgi zachowała się do dzisiaj dzięki historykowi Polibiuszowi, który wyjmując ją z archiwów, zamieścił w swoim dziele pt. Dzieje. (A w ręce rzymskie wpadła, gdy uwięziono posłów, przejmując statek, na którym płynęli).
Jest to na tyle wartościowy fragment dokumentu, że warto go przytoczyć. Ukazuje sakralną stronę pieczętującą obopólny sojusz. Transcendencja, prawo, logika - pięknie wspólnie wybrzmiały w piśmie. W przysiędze widać również cele Kartagińczyka, (prawdopodobnie) nie miał zamiaru zniszczyć Rzymu tylko go poskromić. Były to polityczne roszady, zamiary pisane tuż po Kannach (wbrew temu co wielkiemu wodzowi przypisywali propagandowo w wiekach następnych rzymscy pisarze - czyli różne najgorsze).

(tłum. prof. Seweryn Hammer)
SPRAWY GRECKIE
9. [...] Przysięga, którą naczelny wódz Hannibal z Magonem, Myrkanem i Barmokarem i wszyscy obecni u niego członkowie Rady Kartagińczyków, jako też wszyscy Kartagińczycy, którzy służą w jego wojsku — złożyli wobec Ksenofanesa z Aten, syna Kleomachosa, którego król Filip, syn Demetriosa, wysłał do nas jako posła w imieniu własnym, Macedończyków i sprzymierzeńców:
W obliczu Zeusa, Hery i Apollona, w obliczu bóstwa Astarte [Kartaginy], Heraklesa i Lolaosa, w obliczu Aresa, Tritona i Posejdona, w obliczu bóstw towarzyszących nam w wyprawie, tj. Słońca, Księżyca i Ziemi, w obliczu bóstw rzek, portów i wód, w obliczu wszystkich bogów, którzy dzierżą Kartaginę, w obliczu wszystkich bogów, którzy dzierżą Macedonię i resztę Hellady, w obliczu wszystkich bogów, którzy towarzyszą wojsku w polu, jacy tylko w roli świadków są przy tej przysiędze, wódz Hannibal i wszyscy, którzy są przy nim, członkowie Rady Kartagińczyków, jako też wszyscy Kartagińczycy, co służą pod nim w polu — oświadczyli: Skoro taka jest wasza i nasza wola, składamy tę przysięgę na przyjaźń i szczerą życzliwość jak przyjaciele, krewni i bracia pod następującymi warunkami: Król Filip, Macedończycy i wszyscy sprzymierzeni z nimi Grecy mają bronić całości panujących Kartagińczyków, wodza Hannibala i tych poddanych Kartaginy, którzy są przy nim i używają tych samych praw, mieszkańców Utyki, wszystkich miast i ludów, które słuchają Kartaginy, żołnierzy i sprzymierzeńców, wszystkich zaprzyjaźnionych z nami miast i ludów w Italii, Galii i Ligurii, i tych wszystkich, z którymi w tym kraju zawrzemy przyjaźń i przymierze. Tak samo królowi Filipowi, Macedończykom i ich greckim sprzymierzeńcom ma być zapewniona całość i ochrona ze strony Kartagińczyków, którzy w tej wojnie biorą udział, ze strony mieszkańców Utyki, ze strony wszystkich miast i ludów, które podległe są Kartagińczykom, ze strony sprzymierzeńców i żołnierzy, ze strony wszystkich zaprzyjaźnionych z nami ludów i miast w Italii, Galii i Ligurii, i ze strony tych wszystkich, którzy w tych italskich krajach staną się naszymi sprzymierzeńcami. Nie będziemy przeciw sobie knowali ani urządzali wzajemnych zasadzek, lecz my, Macedończycy, z całą gotowością i życzliwością, bez podstępu i zdrady, będziemy nieprzyjaciółmi tych, którzy wojują z Kartagińczykami, z wyjątkiem tych królów, miast i portów, z którymi wiąże nas przysięga i przyjaźń. Tak samo i my, Kartagińczycy, będziemy nieprzyjaciółmi tych, co wojują z królem Filipem, z wyjątkiem tych królów, miast i ludów, z którymi wiąże nas przysięga i przyjaźń. Wy, Macedończycy, będziecie też kartagińskimi sprzymierzeńcami w wojnie, którą prowadzimy przeciw Rzymianom, aż nam i wam użyczą bogowie szczęśliwego jej końca. Wy, Kartagińczycy, dacie też nam, Macedończykom, posiłki, o ile ich będziemy potrzebowali i o ile tak się ugodzimy. Jeżeli zaś bogowie dadzą nam szczęśliwy wynik wojny przeciw Rzymianom i ich sprzymierzeńcom, a Hannibal zażąda układów z Rzymianami co do przyjaźni — ułożymy się w ten sposób, żeby ta sama przyjaźń także was objęła: Rzymianom nie będzie wolno nigdy zaczynać z wami wojny, ani nie będą oni panami Kerkyry, Apollonii, Epidamnu, Faros, Dimale, Parthus i Atintanii. Nadto muszą zwrócić Demetriosowi z Faros wszystkich poddanych, którzy przebywają na rzymskim obszarze państwowym. Gdyby zaś Rzymianie podjęli wojnę przeciw wam albo przeciw nam, udzielimy sobie na tę wojnę wzajemnej pomocy, jak długo będą tego wymagały obustronne potrzeby; tak samo, jeżeli inne państwo rozpocznie wojnę — z wyjątkiem tych królów, miast i ludów, z którymi wiąże nas przysięga i przyjaźń. Gdyby się nam jednak spodobało coś ująć z tej przysięgi albo do niej dodać, stanie się to tylko na mocy obustronnego porozumienia.


Konflikt przeciągał się latami. Rzymianie przerzucili znaczną część wojska na teren Nowej Kartaginy (dzisiejszej Hiszpanii) - udało im się zwyciężyć i przejąć te terytoria. Następnie dwóch młodszych braci Barkidy poległo w walkach próbując przedostać się z dużymi ilosciami wojska do Italii, aby wzmocnić Hannibala. Najpierw Hazdrubal z ogromnym wojskiem został pokonany przez Rzymian, zanim połączono wojska Kartaginy, zaś kilka lat później Magon podzielił ten sam los. Hannibal odcięty od posiłków, nie miał możliwości zdecydować się na oblężenie Rzymu, musiał wrócić do Ojczyzny. Rzymianie obawiali się konfrontacji z najstarszym Barkidą, a Hazdrubal, nie miał umiejętności Hannibala, więc przegrał dwie kluczowe bitwy - w 208 r. p.n.e. pod Baeculą tracąc definitywnie wpływy na Półwyspie Iberyjskim, następnie w 207 r. p.n.e. nad Metaurusem tracąc - jak wspomniałem wcześniej - ogromną armię. Gdyby Hazdrubal dotarł do obozu Hannibala z tak licznym wojskiem, po tym jak przeszedł Alpy, drogą wytyczoną przez starszego brata (jak i gdyby Punijczycy utrzymaliby Nową Kartaginę), najprawdopodobniej Rzym zostałby podbity; najzwyczajniej Barkida zająłby Wieczne Miasto, wymuszając konkretne pakty i zatrzymując w zarodku rzymską ekspansję - historia potoczyłaby się inaczej. Jednak siła rozproszonych jednostek kartagińskich wraz z latami topniała. A centralne arystokratyczne władze Kartaginy nie były chętne do znacznego i intensywnego wspierania inwazji (także w obawie przed utratą własnych wpływów), którą uskutecznił Hannibal. Hazdrubal zaś (ze względu na porywczy charakter) był przez nich posądzany o to, iż po tym jak uzyskał jednostkową władzę w Iberii, będzie chciał obalić ustrój stolicy i sam się osadzić na tronie nie bacząc na nic; wobec Hannibala snuto podobne domysły - co nie było prawdą, ponieważ w poglądach bliższy był mu ustrój (quasi)republikański.
Klęska Barkidów - prowadzących, co trzeba przyznać, samodzielną politykę - nastąpiła również dlatego, że na arenie dziejów pojawił się inny wielki wódz, Publiusz Korneliusz Scypion Afrykański, który korzystając z nowych taktyk, wytoczył konsekwentną drogę rzymskich zwycięstw, drogę zakończoną w wielkiej bitwie pod Zama Regią w 202 r. p.n.e., od której jak wypada jednoznacznie uznać - Republikańskie Imperium Rzymskie rozpoczęło się.
Rzym Imperialny powstał na trupie idei Hannibala.
Kilka lat po II wojnie punickiej, Rzymianie pokonali Macedończyków pod Kynoskefalaj (197 r. p.n.e.), następnie zaś położyli kres potęgi hellenistycznej dynastii Seleucydów pod Magnezją (190 r. p.n.e.). Nikt już nie miał szans militarnych na zatrzymanie nowego Imperium.
Z kolei w 146 r. p.n.e. postanowili zrównać z ziemią wielkie, piękne, 200 tysięczne miasto, jakim była Kartagina - po trzyletnim oblężeniu podbili je - zostało zaorane w pole i gruzy, najzwyczajniej rozkazem zrównane z ziemią; aż tak maniakalnie obawiano się narodzin kolejnego Hannibala - wodza, któremu postępne Fatum nie pozwoliło zginąć na polu bitwy, podzielić losu ojca i braci, chociaż może nie było to Fatum, tylko nieśmiertelna bogini Ananke zdecydowała, aby odszedł na własnych zasadach.
Często na bieg dziejów wpływ miała jednostkowa decyzja, czasami niuans, który następnie decydował o całym łańcuchu zdarzeń - swoją znaczącą rolę miały w tym zawsze wybitne jednostki. Do tak bliskiej możliwości na podbój Rzymu jaką miał Barkida, nikt się już nie zbliżył przez następne 600 lat.

Republika rzymska, faktycznie oligarchia - kompromisy, niekiedy szarpaniny między warstwami społecznymi trwały i budowały to wielkie państwo. Władzę mieli najsilniejsi, bardzo często decydentom chodziło głównie o pieniądze, wpływy i ziemię, ale oczywiście wśród władzy było również wielu patriotów, ponieważ bez tego, nic tak potężnego nie powstałoby.
W taki sposób (quasi)Republika trwała - w wiekach (schyłkowych, ale i) rozrostu zaistniały m.in. (próby) plebejskie reformy braci Grakchów, wojny domowe, dyktatura Sulli, I i II triumwirat - Juliusz Cezar, Oktawian August. Rzym przeszedł dość płynnie, poprzez wielką wojnę domową, od Republiki do Cesarstwa (prawie nikt z obywateli nie zauważył). Oktawian powołał nowy system rządów zwany pryncypatem i dokonał szerokich refom w państwie. August mianował się pierwszym wśród równych (Primus inter pares) i odegrał szopkę pozorów Republiki, dzierżąc autorytarną władzę cesarską w swoich (jednostkowych) rękach.

Nie tylko prawo i wojny zbudowały Rzym. Wykarmieni przez Wilczycę Rzymianie, odnaleźli własną sztukę właśnie za czasów Oktawiana boskiego-Augusta. Tworzyło wtedy m.in. trzech największych rzymskich poetów starożytności (jednych z najwybitniejszych jacy kiedykolwiek żyli) Wergiliusz, Horacy i Owidiusz. Pobierając helleńskie wzorce, tworzyli rzeczy nowatorskie, oryginalne - w pełni świadomi roli, którą wykonują i rangi tego co robią.
Istotnym przykładem jest Kwintus Flakkus, czyli Horacy - wielki liryk i satyryk, patriota rzymski, niefortunny żołnierz z czasów wojny domowej - oficer z armii ostatniego republikanina Marka Juniusza Brutusa, baczny obserwator rzeczywistości, teoretyk literatury, przez Rzymian już za życia uważany za wieszcza i wychowawcę, największego pieśniarza przemawiającego w imieniu bogów - wzbijał się na wyżyny w swej twórczości. Sam - z resztą - uważał się za najwybitniejszego, pisał - wzniosłem pomnik trwały, trwalszy od spiżu, który umknął zniszczeniu i przemijaniu. Jak widać, nie mylił się w tym profetycznym stwierdzeniu, stary klasyczny Rzym runął w gruzach, wielki dorobek intelektualny wielu poszedł z dymem, a on ostał się w swych nieśmiertelnych pieśniach. Horacy był gigantem sztuki; a sam o sobie - czyli wątki biograficzne zawarł np. w Pieśni (Carmina), III 4, (1-36).

(tłum. Lucjan Siemieński)
O Kaliopo, z nieba zstąp królowo!
Wygraj na fletni pieśń dłuższą, pieśń długą;
Lub z Apollina cytarą zwiąż słowo
I dźwięków oblej je strugą.

Słyszycie granie? czy też mnie się marzy,
Że słyszę, w świętym przechodząc się gaju:
Jak słodki wietrzyk coś tam w liściach gwarzy,
A szmer wtóruje ruczaju.

Raz będąc dzieckiem, gdym pośród zabawek,
Usnął od mojej Apulii daleko,
Tam, na Wulturze - stadko mię turkawek
Liśćmi nakryło lekko.

Dziw był dla wszystkich prawie niepojęty,
Co w Acheroncji tym gnieździe podniebnym,
Co w lasach Bancji, w nizinach Ferenty
Osiedli na łanie chlebnym;

Że od niedźwiedzi, od żmij oczywiście
Nie tknięte chłopię, tak bezpiecznie spało;
Snadź je ochraniał ten mirt i te liście
Lauru, i bóstwo czuwało.

Wasz ja Kameny, i wam się oddaję,
Czy na sabińskie przyjdzie piąć się góry,
Czy chłodny Prenest, uśmiechliwe Baje,
Czyli mnie wabią Tybury.

Że kocham wasze krynice i łany -
Mnie filippiński odwrót i porażka,
Mnie nic Palinur, nic konar strzaskany
Nie szkodził - istna igraszka.

Kiedy wy ze mną - odważnie się puszczę
Łódką na Bosfor choćby w burzę wściekłą;
Assyryjskiego brzegu przebrnę puszczę
Podróżny, przez piasków piekło.

Pójdę, gdzie srogie przybylcom Bretony,
Gdzie Konkan, w końskiej smakujący jusze;
Pójdę pomiędzy sajdaczne Celony,
Do rzeki Scytów dojść muszę.
(...)


Podnóżem jego poglądów był m.in. Platon - dialog Ion (czyli metafizyka platońska). Rzymianin więc, jako artysta uważał się za pośrednika między transcendencją, czymś nieuchwytnym, bogami a ludźmi. Poeta (w ideach platońskich) wchodząc w sferę nadprzyrodzoną wyjawiał innym to co ukryte, a m.in. odzwierciedleniem tego, była (jest) teoria szału poetyckiego (furor poeticus). U Horacego miało to wydźwięk głównie stoicko-epikurejski oraz patriotyczny i osobisty, ponieważ takie poglądy reprezentował. Stoicyzm i epikureizm były głównymi filozofiami elit rzymskich tamtego okresu.
Ojczyznę - z kolei - przedstawiał jako uszkodzony okręt po licznych sztormach, lecz wiecznie wracający i niezniszczalny; alegoria zbiorowości obywateli przybrała formę statku. W podejściu do polityki społecznej zalecał - nie walkę i wojny, tylko trzeźwość myślenia, roztropność, rozwagę i odpowiedzialności za obywateli, za naród rzymski.
Stworzył pieśni (Carmina) jako osobny gatunek literacki, do końca życia pozostając epikurejskim-stoikiem, stroniącym od czynnej polityki.

Do Pompejusza Grosfusa
(Otium divas rogat in patenti.)
(tłum. Stefan Gołębiowski)

(...)
Czemu tak krótkie życie, a żądanie
nadmierne? Czemu wędrujemy wiecznie?
Można z ojczyzny uciec, lecz od siebie
nikt nie uciecze.

Kto dobrą myślą w dniu dzisiejszym żyje,
ten nie zabiega o jutro łaskawe,
drwiną gorycze zaprawia: szczęśliwym
trudno być zawsze.

Achilles krótko żył i wielkim został,
a Tyton długo i znikomym stał się,
może, co tobie los zabrał, mnie odda
w stosownym czasie.

(...)

Rzym zatem powstał w znacznej mierze, dzięki twórczości wielkich arystów za czasów Imperatora Oktawiana Augusta; również historyk Tytus Liwiusz stworzył w owym czasie swoją historię Rzymu.

Jednak władza to zawsze wojsko - w okresie Cesarstwa, w bardzo wielu przypadkach władcę wybierało wojsko. W Rzymie (w pierwszych stuleciach tzw. naszej ery) zazwyczaj decydenci nie przywiązywali wagi do tzw. rodów - cesarz musiał mieć przede wszystkim poparcie wojska. A w rządzenie wpisana jest - ułomna, chwiejna, omylna i niezmienna w swoich różnych skłonnościach, od początku istnienia gatunku – natura ludzka. Zatem (najczęściej) wojsko miało władzę nad cesarzami w stopniu większym, niż cesarze nad wojskiem. Cesarz konsolidował w sobie nastroje żołnierzy - przy braku charyzmy wystarczyło potknięcie, zmiana nastrojów czy stronnictw, i wojskowi pozbywali się cesarza, powołując następnego.
Dobrze obrazuje to moment wyboru Wespazjana (jednego z wybitniejszych władców), moment będący - tak naprawdę - kontynuacją sporów i wojen domowych z czasów triumwiratów u schyłku Republiki - występował ten sam model walki politycznej, tylko w innych odsłonach.
W tym przypadku, legiony z jednej części Imperium nie chciały uznać cesarza uznanego przez legiony z drugiej części Imperium (czy przez senat lub jakąś bliżej niezdentyfikowaną grupę interesów). Po śmierci Nerona, gdy panował nieład polityczny, od czerwca 68 roku do lipca 69 wybrano czterech cesarzy (tzw. rok czterech cesarzy); czterech zamordowano, a piątym był Wespazjan.

Sytuację tą opisał m.in. niezastąpiony prof. Aleksander Krawczuk w swoim Poczecie cesarzy rzymskich, następująco:
Pierwszego lipca 69 roku, Tyberiusz Juliusz Aleksander, stanął przed frontem dwóch legionów w ich wspólnym obozie pod Aleksandrią i obwieścił żołnierzom, że od tej chwili mają nowego cesarza. Jest nim Flawiusz Wespazjan, dowódca wojsk tłumiących powstanie żydowskie w Judei. Legioniści odpowiedzieli gromkim okrzykiem i natychmiast złożyli przysięgę wierności. W kilka godzin później równi ochoczo powitali proklamację zebrani na ogromnym stadionie obywatele Aleksandrii.
Wczesnym rankiem 3 lipca w głównej kwaterze Wespazjana w Cezarei Nadmorskiej, u wybrzeży Palestyny, oficerowie i żołnierze sztabu oraz straży przybocznej stanęli w karnym ordynku według porządku rang oczekując jak zwykle na codzienną odprawę. Gdy tylko pojawił się Wespazjan, powitali go zgodnie okrzykiem „Salve Imperator!”; tytuł ten przysługiwał wówczas tylko cesarzowi. Potem w całym obozie rozległy się potężne, wielokrotnie powtarzane wołania: „Imperator Caesar Vespasianus Augustus!” Wszystkie legiony na ziemiach Palestyny - jeden stał w Cezarei, drugi w Emaus, trzeci w Jerycho - przysięgły wierność wodzowi jako władcy.
Namiestnik Syrii, Licyniusz Mucjan, natychmiast po otrzymaniu wiadomości o wydarzeniach w Aleksandrii i w Palestynie zaprzysiągł na imię Wespazjana legion stojący w pobliżu Antiochii, obywatelom zaś zebranym całej ludzkości. Również dwa legiony nad Eufratem przystąpiły do sprawy Wespazjana szybko i ochoczo. Jeszcze przed 15 lipca wszystkie wojska wschodnie, łącznie 8 legionów, uznały nowego cesarza. Za nimi poszli tamtejsi sprzymierzeni książęta, dalej prowincje w Azji Mniejszej, a wreszcie cała armia Dunaju. Jak na ówczesne możliwości komunikacyjne, działo się to niezmiernie szybko; właśnie wtedy Witeliusz uroczyście przygotowywał wspaniały wjazd do Rzymu, święcie przekonany, że imperium od Brytanii po Syrię leży kornie u jego stóp.
Jest oczywiste, że całą tą akcją, obejmującą rozległe krainy, wiele miast i obozów, kierowało sprawnie kilka osób, a sam Witeliusz pomógł im nieświadomie; pomogły też pewne okoliczności. Od śmierci Nerona, czyli w ciągu niespełna roku, żołnierze przysięgali najpierw Galbie, potem Othonowi, wreszcie Witeliuszowi. Te wszystkie osoby były im jednakowo nieznane. Wiedzieli tylko tyle, że każdy z trzech dochodził do władzy po trupie przeciwnika i miał jednakowo nikły tytuł do panowania. Pierwszego obwołały wojska w Hiszpanii, drugiego pretorianie w Rzymie, trzeciego armia Renu. Czyżby więc tylko armia Wschodu nic nie znaczyła? Czy tylko ona biernie i pokornie ma przyjmować cudze decyzje? Czyżby tylko ona nie miała nikogo godnego władzy najwyższej? Rozeszły się pogłoski o liście, który napisał Othon rzekomo tuż przed śmiercią. Podobno zaklinał w nim Wespazjana, aby pomścił go i wziął państwo w opiekę. I wreszcie w czerwcu gruchnęła wieść, że Witeliusz zamierza dokonać translokacji legionów: te z Syrii pójdą nad Ren, a ich miejsce zajmą te znad granicy germańskiej. Pogłoska - a dawano jej wiarę powszechnie - wstrząsnęła zarówno wojskiem, jak też ludnością cywilną.
Żołnierze po latach służby uważali Syrię za swoją prawdziwą ojczyznę. Mieli więc porzucić ten kraj miły i ciepły, aby pomaszerować gdzieś na krańce świata i tam zaczynać wszystko od nowa w prymitywnych warunkach, wśród bagien i lasów, cierpiąc od chłodów i deszczów, walcząc z groźnymi Germanami! Także ludność cywilna była przerażona, krążyły bowiem straszne opowieści o żądzy krwi i złota, jaką odznaczali się tamci znad Renu, ledwie mówiący po łacinie, greki zaś nie rozumiejąc wcale; a na domiar złego piją nie wino, lecz kwaskowaty płyn sporządzany z kisnącego jęczmienia!
Wśród wielu dostojników administracji i wojskowości w prowincjach od początku pragnęło wystąpić przeciw Witeliuszowi i zwracało oczy ku Wespazjanowi, a ten zaś długo się wzbraniał. Podczas tajnej narady na przełomie maja i czerwca, która odbyła się na górze Karmel, Wespazjan zasłaniał się swoim wiekiem. No bo przecież ma już 60 lat, po co mu nadmierne ambicje? Ma też dwóch synów, Tytusa i Domicjana, a niepowodzenie planu oznacza ich śmierć przedwczesną, tym bardziej że młodszy, Domicjan, znajduje się w Rzymie i będzie jakby zakładnikiem w ręku Witeliusza. Wysunął wreszcie argument, że nie należy doceniać armii przeciwnika. Jednakże inni uczestnicy narady, a zwłaszcza Licyniusz Mucjan, zbijali ostro wszelkie zastrzeżenia. Ostatecznie więc dał się przekonać. Podobno także dlatego, że kapłan składający ofiary tak odczytał znaki z wnętrzności zwierząt: „Cokolwiek zamierzasz obecnie - czy to dom zbudować, czy rozszerzać posiadłość - będzie ci to dane”. A Wespazjan zawsze przywiązywał wagę do przepowiedni, do wróżb i zaleceń astrologów, choć poza tym cechował się dużą trzeźwością sądów i sprytem w interesach, jak przystało na potomka rodziny przedsiębiorców.


Podobne roszady u władzy działy się w Imperium często, może poza dynastią Antoninów (lata 96 - 180 n.e.), kiedy faktycznie pryncypat działał, i gdy każdy z władców wyznaczał swojego adoptowanego następcę - było to uszanowane powszechnie i trwale.
Natomiast sytuacja z lat 68 - 69, powtórzyła się w roku 193, ponownie zaistniało kilku cesarzy uzurpatorów, następnie zaś w 238 znowu czterech cesarzy jednego roku - uzurpacje i zgony. Podobnie mijał wiek III i częściowo wiek IV; byli cesarze i uzurpatorzy, których już nie rozróżniano, na takiej zasadzie, że zwyciężał zawsze najsilniejszy, z licznym poparciem wojska lub ponadprzeciętnymi umiejętnościami wojennymi - z ważniejszych byli to np. Septymiusz Sewer oraz ponad sto lat późniejszy Konstantyn Wielki.

W Cesarstwie nie było (stricte) żadnych rodów krwi - poza pierwszą dynastią julijsko-klaudyjską i trzema flawiuszami, w I wieku, gdzie z braku potomków własnych na nastepców wyznaczano synów brata, kuzynów pociotków, pierwszego syna trzeciej żony itp. Później, a szczególnie od końca II w. przez trzy stulecia, władcami zostawali często tzw. ludzie znikąd, legioniści z najniższych warstw społecznych, którzy uzyskiwali awanse dzięki wieloletniej służbie w wojsku i cechom własnym. Takim władcą był np. Pertynaks, wnuk niewolnika, syn wyzwoleńca, nauczyciel, później wysoki wojskowy, człowiek zacny i uczciwy, czy barbarzyńca z legionów ościennych Maksymin Trak, jak i dowódca wojskowy Aurelian. Znaczna ilość władców była wyniesionymi wojskowi. Marek Aureliusz i Septymiusz Sewer zostawili władzę swoim biologicznym synom (Kommodus, Karakalla) - okazali się oni jednak degeneratami i finalnie obaj kończyli życie z rąk skrytobójców, jeden z nich wcześniej zamordował własnego brata.
Końcem IV i w V w. na Zachodzie funkcjonowały już praktycznie zgrupowania wojskowe z potencjalnymi uzurpatorami, aż do upadku wielkiego państwa. Cesarstwo zachodniorzymskie stało się nieładem administracyjnym pogrążonym w kryzysie ekonomicznym, odpierającym ataki różnych ludów. Języki się pomieszały, na Zachodzie panował wandalizm - Rzym upadł. Cesarstwo (grecko-języczne) ostało się na Wschodzie. Justynian I Wielki w VI w. był ostatnim, który starał się odbudować pewien fragment całości, jednak jego następca stracił odbity Rzym.

Imperium rzymskie powstało po zwycięstwie z Hannibalem, w Cesarstwo przetranformowało się po starciu ogromnych armii pod Filippi w 42 r. p.n.e. gdzie m.in. kilka zbiegów okoliczności pozwoliło zwyciężyć legionom Marka Antoniusza i Oktawiana Augusta, z armią republikańską Brutusa i Kasjusza, dzięki czemu Oktawian mógł w ogóle zafunkcjonować w realnej władzy, zaś w tradycyjnej formie Imperium skończyło się wraz ze śmiercią cesarza Juliana w wyprawie Perskiej roku 363 n.e.

Wielka Historia to polityka, ekonomia i wojny, na które potrzebne są pieniądze. W I wieku na terenie Cesarstwa Rzymskiego żyło ok. 60 milionów ludzi. W przypadku obywateli i reszty ludności mieszkających na ogromnym terytorium, nie interesowano się szczególnie tym, co dzieje się w bezpośrednich walkach o władzę. Interesowano się dopiero, gdy władza oddziaływała na ludność podatkami, innymi należnościami i konfliktami.
Czym więcej wojen, tym władcy potrzebowali więcej wojsk, co skutkowało podatkami na ich utrzymanie (więc władcy czasem wymyślali różne dziwne podatki, jak np. chryzargyron za Konstantyna Wielkiego). Atrakcyjne było również posiadanie obywatelstwa rzymskiego, które można było uzyskać wraz z ziemią poprzez wieloletnią służbę w wojsku (tzw. dyplomy wojskowe).

Wraz z końcem Antyku, w dobie średniowiecza, które powstało z tego co ostało się na Zachodzie z czasów rzymskich, zaistniał inny model rządzenia - dynastie i rody krwi, powstałe na bazie państwa frankijskiego, jego rozrostu oraz ustroju lennego. Elity frankijskie podbijały i miały wpływ na ustanawianie życia - od Hiszpanii, Anglii, Germanii, Italii po Bliski Wschód. Średniowiecze powstało także na podłożu wprowadzenia chrześcijaństwa jako głównej religii znanego świata.
Jeszcze w IV w. tradycjonaliści (ostatni konserwatyści), zastanawali się, czy rzymska Wilczyca wspaniała, wyjąc powabnie, za swą lirę chwyci zgrabnie, bo jeszcze wszystko możliwe, ponoć było, lecz po śmierci cesarza Flawiusza Juliana, który nie zdążył wprowadzić ogromnych planowanych reform, jego następcy byli władcami potęgującymi kryzys w państwie.
Po wiekach, dorobek klasycznego Rzymu (świata helleńsko-rzymskiego) stał się poniekąd Atlantydą Europy, ukrytą w różnym stopniu w obyczajach, religii, gospodarce, architekturze, mentalności, literaturze, językach - wśród nowopowstałych ludów i państw. Ze wzorcami powielanymi w sposób mniej lub bardziej świadomy.

Jeśli zaś chodzi o rządzenie, o warstwy decyzyjne, to ludzie się nie zmieniają, władza od wieków deprawuje i degeneruje, a kto ma możliwość jej nadużycia wiedząc, że nie poniesie żadnych konsekwencji swoich działań, w większości przypadków - robi to. Tak samo było w starożytnej egipskiej teokracji, Republice i Cesarstwie Rzymskim, średniowiecznych monarchiach absolutnych, monarchiach parlamentarnych, kapitalistycznych republikach z początku XX wieku, czy demokracjach z okresu historii najnowszej. Różni się tylko nasilenie oraz forma - w zależności od epoki. Zawsze jednak pojawiają się czynniki, które starają się hamować to i ścigać.
Nigdy nie było w praktyce idealnego państwa, ani ustroju. Sukcesem czasów najnowszych w Europie, jest to, że państwa na siebie nie napadają – (tylko żerują finansowo, ekonomicznie jedne na drugich). Jednakże stało się to po największej hekatombie w dziejach - czyli II wojnie światowej wywołanej przez III Rzeszę niemiecką (i jak widać obecnie, nadal istnieje potencjał wojenny w Europie i poza nią).