Ardra.pl

Szkice polskie. Część IV. Jesień.


28.05.2022

Część I Część II Część III

Przyszła jesień.

Wydarzenie określone w historiografii polskiej jako Powstanie listopadowe, przyjęło takową nazwę ze względu na tradycję polskich powstań, w swej istocie nie było jednak powstaniem, było regularną wojną polsko-rosyjską z potencjałem rewolucji społecznej, potencjałem, który się nie wypełnił, i na tym polega cały tragizm tego wielkiego wydarzenia, ponieważ była to jedyna realna w całym XIX wieku szansa, na odnowę państwa polskiego i ustanowienie, a bardziej wdrożenie, całościowego nowego ładu społecznego. Królestwo kongresowe, jak nazywała się od 1815 roku Polska (w rzeczywistości tylko jej fragment, złączony z Imperium rosyjskim przez 15 lat) nękane było obcą despotyczną władzą, lecz Polacy jak żaden inny naród, nie mogli pogodzić się z niewolą i marionetkowością czy tez fantomowością bytu państwowego. Warstwy chłopskie, które wywalczyły swoje prawa już w Powstaniu kościuszkowskim, znowu zaczęły być marginalizowane, panował marazm i bezczynność. Wielu zasłużonych, wysoko postawionych wojskowych i polityków poddało się oportunizmowi, w zamian za carskie przywileje. Grupa podchorążych postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i wespół ze społeczeństwem zdjęto carskie kajdany w noc listopadową roku 1830. I w tym momencie zaczęły się schody, gdyż warstwą decyzyjną - decydentami byli ludzie niezorientowani i zwlekający, skłócony niejednomyślny sejm zablokował odrodzenie Rzeczpospolitej. Powoływano naczelnych wodzów, którzy przez cały okres epopei wojennej, sabotowali jak tylko mogli sprawę, nie wierząc w zwycięstwo. Zwierzchnicy myśleli głównie o dogadywaniu się z Rosjanami, zamiast wciągnąć na masową skalę ludności chłopską w działania wojenne, co można było uczynić jednym dekretem, jak podczas Insurekcji kościuszkowskiej (której położenie było beznadziejne); a Insurekcja listopadowa miała ogromne szanse się udać, nawet bez masowego udziału chłopów.

Od początków w listopadzie 1830 do detronizacji cara Mikołaja I w styczniu 1831 minęły dwa miesiące bezczynności. W tym czasie kluczową rolę odgrywały dwa żywioły: Rząd Tymczasowy - konserwatyści i liberałowie niezdolni do jakichkolwiek reform i blokujący zwycięstwo oraz Towarzystwo Patriotyczne domagające się radyklanych, natychmiastowych działań i wciągnięcia do powstania mas ludności, przy czym nie mający realnego wpływu na władzę. Sejm deliberował nad nieistotnymi sprawami, próbując uzyskać korzystne warunki rozejmu z Rosją, kiedy to Car – co było jasne, żądał całkowitej kapitulacji Polski, gdyż ziemie Rzeczpospolitej uznawał za swoją własność, przywłaszczoną gwałtem. Sejm dopiero w połowie stycznia zdetronizował obcego władykę, natomiast regularna wojna polsko-rosyjska wybuchła w lutym. W międzyczasie odrzucono reformy, o które postulował Jan Szaniecki, próbując znieść całościowo pańszczyznę. Powstało także dzieło O pańszczyźnie z dołączeniem uwag, nad moralnym i fizycznym stanem ludu naszego, Jana Ludwika Żukowskiego, ważnego a zapomnianego twórcy. Sejm zdominowany przez konserwatystów zaprzepaścił szansę na niepodległość, nie chcąc wprowadzić reform agrarnych, lecz był to tylko jeden z elementów, ponieważ wojnę można było wygrać również bez tego, na naczelnych wodzów wybierano skrajnie bezużytecznych generałów, sabotujących wojnę.

Kocioł.

Próba odnowy państwa zainicjowana przez grupę młodych podchorążych było dziełem męstwa zuchwałego, rozpoczętego przez ludzi gotowych na wszystko. Wtargniecie do Belwederu, próba schwytania i zgładzenia namiestnika Polski wielkiego księcia Konstantego Romanowa, zlikwidowanie prorosyjskich generałów, którzy nie chcieli się przyłączyć, bitwa z jazdą rosyjską, zdobycie Arsenału przy pomocy mas ludności Warszawy - był to czyn wielki, ale szalony. Zainicjowany przez Piotra Wysockiego, który wiele pism wojskowych czytał, chociaż za dużej nauki z nich nie wyniósł, bystrości wrodzonej był słabej, lecz rozumem jego była instynktowna miłość do ojczyzny – czyn był to wielki w swym szaleństwie, wypadało go tylko w pierwszym miesiącu wojny szybko pociągnąć dalej, uderzyć do granic i rozciągnąć skutecznie działania na Litwę, Wołyń i Podole. Tymczasem stało się inaczej, najgorszym szaleństwem i marnotrawstwem okazał się serwilizm decydentów konserwatywnych czyli sejmu, który nie zrobił nic.

Decyzja o powołaniu na pierwszego naczelnego wodza Józefa Chłopickiego była zastanawiająca i wynikała z dziwnego rodzaju omamienia, wykonano ją w oparciu o tzw. legendę. Był to żołnierz od lat najmłodszych, służył w armii carskiej, potem polskiej w powstaniu kościuszkowskim, był legionistą i oficerem Napoleona oraz później poddanym cara. Następnie w 1818, po podaniu się do dymisji z powodu nagannych zachować Konstantego jako naczelnego wodza armii Królestwa kongresowego - zaczął grać w karty, lubił dobrze zjeść i towarzystwo kobiet oraz teatr. Estyma jego wzrosła poprzez sam akt sprzeciwu wobec Rosji. Był jednak od samego początku przeciwny działaniom wojskowym oraz reformą, do podchorążych, którzy w Noc listopadową przyszli do niego, aby ich poprowadził, odrzekł żeby zastanowili się co robią i dali mu spokój, po czym całą noc przesiedział nad fajką. Rozpoczęcie rewolucji uważał za burdę. Napad na Belweder za bunt żołnierski przeciw zwierzchnikom - i nie ukrywał tego. Władze dyktatora przyjął od sejmu, aby nie pozwolić na rozwój rewolucji i tego także nie ukrywał. Sejm zaś ze wszystkim zwlekający, nierozsądny w swych działaniach, planował układać się z Rosją. Dopiero 13 grudnia ogłoszono powstanie narodowe oraz powołano Gwardię Narodową - ale nic większego nie uczyniono, liczono na pertraktacje. Konserwatyści sterujący rządem sabotowali masowy zaciąg do wojska chłopów i obawiali się „jakobińskich” tendencji - czyli utraty swoich własności i przywilejów, których mieli wiele pod zwierzchnictwem caratu, niestety cała władza w państwie była w ich rękach. Sejm jako organ władzy był uznawany i uszanowany.

Na początku grudnia powołano/odnowiono Towarzystwo Patriotyczne z inicjatywy Maurycego Mochnackiego, w którego skład wchodziła inteligencja, szlachta oraz mieszczanie (w sumie około 200-400 członków). Byli to patrioci najlepiej rozumiejący sytuację i szansę na pełne zwycięstwo - jeśli skorzysta się z potencjału przeszłości, czyli tradycji m.in. kościuszkowskiej. Postulowali o zerwanie wszelakich rokować i rozciągnięcie walki na wszystkie ziemie zaborów oraz powołanie nowego rządu. Tylko członkowie Klubu Patriotycznego rozumieli potrzebę połączenia walki o niepodległość z szerokimi reformami społecznymi. Narodowa i konstytucyjna wolność – tego oczekiwano. Na krótko powołano do Rady Administracyjnej państwa (czyli głównego organu władzy w pierwszym okresie powstania) Mochnackiego oraz Joachima Lelewela; w Rządzie Tymczasowym pozostał jedynie Lelewel (Mochnacki w 15 osobowej radzie zarządzającej państwem był tylko 4 dni). Rząd Narodowy ogłoszono dopiero po dwóch miesiącach od rozpoczęcia walki o suwerenność, czyli pod koniec stycznia. Klubiści i lud Warszawy chcieli bezkompromisowej walki o niepodległość, co było skutecznie sabotowane przez sejm. Dopiero wraz z początkiem lutego, po dwóch miesiącach od rozpoczęcia działań, wybuchła regularna wojna polsko-rosyjska, czas ten został zmarnotrawiony. Członkowie Towarzystwa Patriotycznego nie mogli zbyt wiele, gdyż nie byli decydentami. Ograniczono się do działalności prasowej, chociaż nadal wykazywano ostrożność polityczną. W Kuri(j)erze Polskim, Mochnacki nawoływał do „usunięcia od rządu ludzi nikczemnych”, „wolności myślenia”, „pociągnięcia do odpowiedzialności złodziei”, „porażenia szpiegów”. Organami Klubistów były także - Gazeta Polska i Nowa Polska, mieli wpływ na kształtowani się opinii publicznej. Przyszłą Polskę widziano jako Republikę. Niestety na sprawy wojskowe (czyli w trakcie wojny - decydujące) oraz na sprawy związane z reformami, wpływ miał sejm i nieudolna generalicja.

Jan Olrych Szaniecki postulował o radykalną reformę i chłopskie pospolite ruszenie, jak i nadanie chłopom na szeroką skalę ziemi, użytkowanej przez nich. Konserwatyści wszystko odrzucali po czym zatwierdzono jedynie, że na każde 10 domów, wieś ma dostarczyć 1 piechura. Wielu chłopów samoistnie dołączało do oddziałów.

Rosjanie posiadali niewielką przewagę wojskową. Polski żołnierz był dobrze wyszkolony w manewrowaniu, musztrze oraz prowadzeniu ognia. Był również gotowy do znoszenia trudnych warunków, jednak panował brak samodzielności wśród niższych dowódców, a generalicja przekreślała sukcesy. Chłopicki był zwlekający i uparty, bitny lecz nie wierzący od samego początku w zwycięstwo. Michał Gedeon Radziwiłł mierny i bierny. Skrzynecki i Krukowiecki jawnie sabotujący własne wojsko i Polską sprawę. Reszta osób na najwyższym stanowisku wojskowym była tylko figurantami. Pierwszą wielką stratą było niewykorzystanie okresu od rozpoczęcia powstania do samej wojny z Rosją. Drugą - kwiecień 1831 i zaprzepaszczenie zwycięstw oraz realnych szans na pokonanie Rosjan. Naczelny wódz Jan Skrzynecki zamiast dobić rozrzuconą armię Dybicza, nie czynił nic, nie wierząc w zwycięstwo. Rosjanie wkraczając ok. 120 tyś. armią do Polski, myśleli, że w miesiąc zakończą wojnę, tymczasem na przełomie kwietnia i maja zostali prawie odparci i pobici przez armię Polską, z sabotującym sprawę dowództwem, i z sejmem, niedopuszczającym większych reform, które jednoznacznie przechyliłyby szalę na korzyść Rzeczpospolitej.

Polska posiadała także wrogów wewnętrznych, byli to Niemcy i Żydzi. Wielka ilość Żydów była na usługach rosyjskiego wywiadu. W Płockiem naprowadzili Rosjan na Polaków, donosili także na lokalne ludności związane z Insurekcją. W kwietniu 1831 organizowali dostawy broni dla okrążonej armii Dybicza – co m.in. umożliwiło Rosjanom wydostanie się z trudnego położenia. Szpiegowska działalność Żydów przeciwko Rzeczpospolitej była istotnym problemem.

Od samego początku wojny, Polska była odcięta od większej ilości broni, jednak w krótkim czasie postawiono fabryki i zaczęto produkcję, do tego przedsięwzięcia sprowadzono fachowców rusznikarzy. W ostatnich miesiącu walk, podczas ataku na Warszawę, amunicji mieliśmy więcej od Moskali. Pomimo faktu, że kupno broni, czy też sprowadzanie zakupionej - było blokowane przez Austrię i Prusy; Anglicy zaś zarabiali, sprzedając broń po sporo zawyżonych cenach. Podczas walk pomagali także Polacy z innych zaborów, przedostając się na tereny zmagań i do nich dołączając, a także organizując dostawy żywności.

Rosjanie mieli bardzo dobrego i zdolnego dowódcę Karla von Tolla, którego plan (po śmierci Dybicza) wdrożono dopiero przez Iwana Paskiewicza - plan ten pozwolił wymanewrować Polaków i zająć Warszawę.

Walk nie udało się zwycięsko rozciągnąć na teren Kresów, bitwy toczone m.in. w maju i czerwcu na Litwie, finalnie zakończyły się klęską z powodu braku zdecydowania i dobrej organizacji. Nie zabrakło heroicznych wydarzeń, na Kowieńszczyźnie pod Kiejdanami, Maurycy Prozor i mały oddział żołnierzy skutecznie odpierał szturm kilku tysięcy Rosjan, do momentu braku amunicji. Iwan Paskiewicz wkraczający na teren Wileńszczyzny dokonywał rzezi ludności cywilnej. Wcześniej na Wołyniu zmagania wojenne rozpoczął znakomity kawalerzysta i warchoł gen. Józef Dwernicki, niestety bezskuteczne. Na Podolu także odbywały się walki organizowane przez lokalną ludność m.in. w połowie maja 1831 roku, w bitwie pod Daszowem zginął emir Wacław Rzewuski, orientalista, literat, żołnierz, beduin, podróżnik, członek Towarzystwa Patriotycznego (odkupiający winy swojego ojca marszałka targowicy).

Sierpień.

Towarzystwo Patriotyczne nieufne wobec jakichkolwiek układów; wraz z niewykorzystaniem potencjałów wojskowych i politycznych oraz nadchodzącą klęską zaczęło się ostatecznie radykalizować – zapewne radykalizacja nastąpiła zbyt późno, a na pewno nie była wystarczająca, nieproporcjonalna do tego, co trzeba było wykonać; lipiec i sierpień był okresem decydującym, w którym starano się odratować sytuację. Klubiści nawoływali do szukania dowódców wśród niższych oficerów, wobec całkowitego niesprawdzenia się konserwatywnych generałów, bez przydziału znajdowało się ponad 1200 oficerów. Domagano się także nowych wyborów do sejmu oraz potępienia i odsunięcia od działalności publicznej osób wątpliwych i podejrzanych. 10 sierpnia wydano Zagadnienia spiesznego wyjaśnienia i rozwiązania, a następnie przedsięwzięcia zaradczych środków, dla dobra i zbawienia ojczyzny wymagających. Wydano ponad 50 pytań skierowanych przeciwko naczelnemu wodzowi Janowi Skrzyneckiemu i nieudolnej dyplomacji wyznaczanej przez sejm. Nie jest dziś przesadą nazwanie działań sejmu w czasie owej wojny - cyrkiem i pomieszaniem oraz stanowi dobitny przykład, jak można było przegrać na własne życzenie niepodległość, o czym tak naprawdę zadecydowała grupka ludzi. Wybrany decyzją sejmu gen. Jan Skrzynecki, przez pół roku, czyli okres całej docelowej wojny, sabotował działania militarne, próbując się nawet nielegalnie układać z Rosjanami. W sierpniu odsunięty od naczelnego dowództwa, został zastąpiony na parę dni generałem Henrykiem Dembińskim, który zaczął bredzić o wprawach na Litwę, Wołyń, kiedy to niebawem miało się odbyć oblężenie stolicy.

15 sierpnia wybuchły ogromne zamieszki w Warszawie. Mieszczanie, rzemieślnicy, plebs domagali się rozwiązania sejmu i przejęcia władzy przez Towarzystwo Patriotyczne, które także było podzielone wewnętrznie, na umiarkowanych (m.in. Mochnacki, Lelewel) i radykałów, lecz podział ten nie stanowił większego problemu. Z powodu szkodliwej działalności decydentów, zaistniał pochód pod gmach sejmowy oraz liczne zamieszki w mieście, wywołane przez niezadowoloną ludność – wydarzenia te, znane są pod nazwą nocy sierpniowej. Na czele pochodu stali radykałowie ks. Aleksander Pułaski i Jan Czyński, nic jednak nie uzyskali, gdyż zadowolono się paroma sejmowymi zapewnieniami.
Ludność nie była w stanie samoistnie obalić organów sejmowych, nie było to w naturze Polaków, lecz rozgoryczony tłum nie dał się opanować i wdarł do więzień, aby dokonać rozliczenia na oskarżonych o zdradę oficjelach, generałach i szpiegach - przetrzymywanych w celach, gdyż zwlekano z wyrokami. Dokonano samosądów, do których dołączyli się żołnierze - powieszono na miejskich latarniach m.in. 19 szpiegów rosyjskich (Żydów) oraz carskich oficjeli. Uśmiercono także polskich generałów m.in. Antoniego Jankowskiego i Ludwika Bukowskiego, bezpośrednio odpowiedzialnych za klęskę na Lubelszczyźnie. Noc 15 sierpnia była przejawem tradycji (specyfiki) kościuszkowskiej, czyli brutalnego rozprawienia się ze zdrajcami. Było to bezpośrednio spowodowane nieudolnością sejmu. Następnie stary warchoł gen. Krukowiecki miał stanąć na czele nowego rządu, objąć dyktaturę i odsunąć nieudolny rząd Adama Jerzego Czartoryskiego. Obiecał to pewien czas wcześniej m.in. części Towarzystwa Patriotycznego - Mochnackiemu i Nabielakowi. Rząd odsunięto, tymczasem Towarzystwo Patriotyczne oszukał i nakazał rozwiązać, po czym jako zwierzchnik władzy, myślał już tylko o ugodzie z Rosjanami.

Krukowiecki nie chciał uzbroić mieszkańców miasta i wciągnąć ludności masowo do obrony Warszawy. Tłum planował podnieść barykady, wszędzie podłożyć prochy. Rada wojenna, którą zwołał, nakazała oddalić 20 tyś. korpus gen. Ramorino od stolicy, co było fatalnym błędem i przyspieszyło upadek miasta. Krukowiecki nie wykonywał planów Prądzyńskiego (jednej z pozytywniejszych postaci owej wojny) który to, z kolei w decydującym momencie, nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności naczelnego dowodzenia stolicą (od końca sierpnia, myślał już tylko o układach z wrogiem i kapitulacji). 6 września Rosjanie uderzyli w Warszawę od strony bohatersko bronionej Woli, całe domy trzęsły się od huku dział. Po pewnym czasie armia wycofała się na Pragę, a mogła skutecznie jeszcze walczyć, Rosjanie byli wycieńczeni. Krukowiecki poddał stolicę Moskalom, wyprowadzając część wojska poza miasto.
W dniach następnych cały korpus gen. Ramorino był aktywny, w twierdzy Modlin znajdowały się oddziały, które skapitulowały 26 września. Bezcelowo rozproszone wojsko składało broń w różnych miejscach m.in. Ramorino przed Austriakami, ostatni naczelny wódz Maciej Rybiński przed Prusakami. Sejm udał się na emigrację. Rozpoczęła się tzw. Wielka Emigracja polistopadowa.

Mochnacki.

Maurycy Mochnacki był jednym z głównych, nielicznych pozytywnych postaci związanych z wydarzeniami konfliktu listopadowego polsko-rosyjskiego i napisać parę zdań na ten temat, to o wiele za mało, szczególnie, że niezbyt często zdarzają się takowe osoby, żył tylko 31 lat, był człowiekiem wielkiego wyczucia i wielkiego wglądu, zrozumiał naturę, myśl i dzieje, za tym pojął znaczenie opowieści - jako pierwszy, jeden z nielicznych, w dopiero co utraconej Rzeczpospolitej. Opętany był ideą platońską - Polski, co doprowadziło m.in. do skrajnego wycieńczenia organizmu; organizmu osłabionego zmianami gruźliczymi. W latach 20’ XIX wieku brał udział we wszystkich możliwych spiskach antycarskich. W istocie był pianistą, jednak postanowił nie realizować tego potencjału, ponieważ nie potrafił utrzymać dystansu od sprawy polskiej i polityki. Był także teoretykiem kultury, literatury z wrodzonym talentem pisarskim, wyrafinowanym krytykiem muzycznym, prekursorem. W młodości chciał się dowiedzieć wszystkiego o wszystkim - pojąć wszystko co jest do pojęcia i do zrozumienia. Był świadomy, że wszystko zaczyna się od myśli jako swoistej iluminacji, czy to tworząc system społeczny, polityczny czy logiczny - potem powstaje teoria, a w oparciu o teorie działanie, następnie na bazie obserwacji, czyli tego co zachodzi - teorię można modyfikować, aby stawała się realniejsza, czy tez praktyczniejsza.

Jeśli chodzi o same wydarzenia Insurekcji listopadowej - miał program początkowo prosty i doskonały, nie było jednak wykonawców – generałowi naczelnemu dać rozkaz rozbicia, zniszczenia lub rozbrojenia nieprzyjaciela, uzbroić wszystkich obywateli, ministerstwo wziąć pod obserwację, żony rosyjskich oficerów i urzędników pod straż, z Konstantym się nie układać, ewentualnie z Petersburgiem, oddalić dyrektora poczt, dowódców nie łączących się ze sprawą walki ogłosić za zdrajców. Jednak to tyle realnego działania z jego strony, ponieważ był tylko 4 dni w Rządzie na samym początku grudnia 1830. Po wybuchu konfliktu, chciał być pierwszym wśród wypadków i wśród władzy, a został zepchnięty do redaktorskiego stolika. Maurycy był dla powstania listopadowego tym, czym Ignacy Matuszewski dla Polski podczas II wojny światowej, niespełnionym snem o odrodzeniu i wielkości, snem który każdego dnia nim targał i realny był spełnienia, jeśli Towarzystwo Patriotyczne uzyskałoby władzę i mogło wprowadzić swoje idee - nie było to jednak możliwe, ponieważ byli w opozycji poza-sejmowej.

Chciał wszystkiego natychmiast, ale podczas samej wojny, nie stworzył programu politycznego mogącego wyjść naprzeciw wszystkiemu, nie dał realnych wskazań, nie ukazał jak mają być praktycznie wykonane. Cały sejm (słusznie) potępiał, a siebie uważał za najmądrzejszego. Był tętnem Warszawy, artystą, który potrafił uchwycić rozmach wydarzeń. Mochnacki zawsze działał całą swoją naturą, nie umiał nie brać udziału w wydarzeniach. Nie umiał odmówić, dlatego poszedł również na front - wielokrotnie ranny, w bólu leżący poszarpany kulami, jeszcze lepiej zrozumiał naturę i umysł. Wiedział, że zmiany w państwie były możliwe, ale nikt nie chciał ich dokonać poza Towarzystwem Patriotycznym. Zwycięstwo zostało zablokowane przez - tak naprawdę tylko grupką konserwatystów. Ideą rewolucji miał być całościowy byt polityczny narodu, lecz za mało realnej myśli zawarł w odezwach, nie ubrał w formę programu politycznego, skupił się na pobudzaniu społeczeństwa. Miał wielu wrogów poobrażanych szyderstwami, ludzi małych. Nikt nie mógł mu się równać we wglądzie w sytuację. Palił dużo fajki i pił ogromne ilości czarnej kawy, co w zestawieniu z gruźlicą niszczyło niezmiernie organizm i doprowadziło go do śmierci. Jako jeden z pierwszych zauważył talent Mickiewicza. Słowacki pisał o nim - Wierzę w republik jedynaka syna – Mochnacki nim był u nas, ten kostera, co wielkich marzeń nie przestając snować, przez dyktatora dał się ukrzyżować. Wierzę, że powstał w człowieczej postaci i szedł na wielki sąd, co kraj rozwidni; po drodze wstąpił do arystokracyi, i w tem bez ognia piekle bawił trzy dni.

Kontynuował swoje dzieło na emigracji, związał się politycznie z dawnym wrogiem Adamem Jerzym Czartoryskim, ponieważ wiedział, że po klęsce, droga do niepodległości będzie długa i wyboista.

Historyk Stanisław Szpotański pisał o nim - Nie mógł większej rzeczy uczynić, nie mógł bardziej dusz podnieść, jak opowiadając emigracyi walki, po których jeszcze krwią kurzyły jej rany, i to w ten sposób jak je opowiedział. Otoczyli poetę wieńcem ludzie pokonani, ludzie, którzy jak Żydzi na wieczną po wszystkich krajach iść musieli włóczęgę, którzy broń i sztandary złożyli w ręce nieprzyjaciół, kraj na pastwę wydali, sami unosząc głowy i wolność. Otoczyli go zrozpaczeni, zhańbieni we własnem sumieniu, a on mówiąc prawdy surowe, ani jednego nie oszczędzając bólu, wlał im na powrót dumę, pychę nawet w piersi, skrzydła odlatującej nadziei schwycił potężnymi rękoma i zaklął, aby wiecznie pośród tych rycerzy została. (…) Toteż nie dziwota, że książka o Powstaniu Narodu Polskiego stała się ewangelią całej emigracyi, że wyrywali ją sobie z rak wszyscy, że doktrynerzy z Towarzystwa Demokratycznego, gdy chcieli ją korygować i z nią polemizować byli tylko nudni i niemrawi.

Kuźnica, Deputacja, Patrioci, Jakobini. Pierwsi narodowcy polscy i europejscy.

Powstanie Stronnictwa Patriotycznego trzeba wiązać z rokiem 1788 i początkiem Sejmu Wielkiego - mam na myśli jedną z części owego nieformalnego ugrupowania, które faktyczną formę przybrało w roku 1793 jako Zgromadzenie Obywateli Ofiarujących Pomoc i Posługę Magistraturom Narodowym w celu Dobra Ojczyzny. Później po przegranej Insurekcji kościuszkowskiej (Rada Najwyższa Narodowa) w 1795 roku przedłużyło swój byt jako Deputacja Polska i Towarzystwo Republikanów. Nie byli ani prawicą, ani lewicą – jak dzisiaj często chce się to rozumieć. Byli to narodowcy, w najpełniejszej definicji tego pojęcia, czyli osoby rozumiejący położenie Rzeczpospolitej w ujęciu całościowym. Wiedzący jak ważne są reformy w stworzeniu nowoczesnego narodu, i rozumiejący co trzeba uczynić, aby je wprowadzić. Znali położenie Polski i beznadziejną sytuacje polityczną, znali także jedyną drogę do odnowy; i faktycznie zastosowali ją podczas Insurekcji kościuszkowskiej – podczas, której został wykuty naród. Niestety byt państwowy przestał istnieć, a zaborcy blokowali przez ponad 100 lat polskie przemiany, które zaistniały/rozpoczęły się przed rozkawałkowaniem Rzeczpospolitej. Polska przetrwała na metapoziomie.
Francuzi stali się narodem wraz z pierwszy poborem powszechnym do wojska przed Bitwą pod Valmy w 1792 roku, było to trzy miesiące po przegranej wojnie polsko-rosyjskiej w obronie Konstytucji 3 maja. Polacy dopełnili dzieła tworzenia społeczeństwa niecałe dwa lata później. Jeden z ojców założycieli Hugo Kołłątaj wiedział, że trzeba gruntownej rewolucji socjalnej, co z resztą realizował (i miał w planach) jako minister w połowie 1794 roku. Tadeusz Kościuszko był przede wszystkim żołnierzem i nie do końca rozumiał, że nie wystarczy powoływanie wszystkich pod broń, reforma wojska i wstępne zapewnienia.

W pierwszej połowie XIX wieku kontynuacją tej idei było m.in. Narodowe Towarzystwo Patriotyczne, a później Towarzystwo (Klub) Patriotyczne. Przestali formalnie istnieć po klęsce listopadowej, rozdrabniając się. Przez przeciwników politycznych nazywani byli Jakobinami, jednak to pejoratywne z zamysłu określenie - przekute zostało w pozytyw. Jakobinami od francuskich radykałów siejących postrach swoim działaniem podczas Rewolucji francuskiej w całej Europie; wszyscy się ich bali; i wrogich sobie oponentów, czy też radykałów występujących przeciwko konserwatystom itp., zwykło się nazywać Jakobinami. Wymienione stronnictwa dążyły do całościowej odbudowy państwa w granicach z 1772 roku oraz do odnowy całościowego bytu państwowego i społecznego. Członkowie wolni byli od ideologii i indoktrynacji, filozoficznie czy też teologicznie byli wolnomyślicielami, politycznie wolnościowcami, rozumiejącymi sytuację Rzeczpospolitej. Najważniejsza była polska racja stanu rozumiana jako warunki konieczne do ciągłości, samostanowienia i odpierania przeciwników. Radykalni działacze chcieli kary dla zdrajców w postaci stryczka, czego kulminacyjnym momentem były wydarzenia Insurekcji kościuszkowskiej.
W 1794 roku Jakub Jasiński, Józef Zajączek i Władysław Jabłonowski (pierwszy czarnoskóry wysoki rangą wojskowy w Europie) bronili stolicy do samego końca przed Rosjanami. W latach następnych mniej radyklani działacze zamierzali albo uczestniczyć w polityce jako jedna z partii sejmowych, albo podczas Insurekcji listopadowej, wywołać rewolucję społeczną i ustanowić/odnowić to co już powstało w 1795 – czyli całościowy byt społeczny, nowoczesny naród z własnym państwem. Towarzystwo Patriotyczne - to byli realiści nie wierzący w pomoc znikąd, wiedziano, że jak sami nie wywalczą wolności angażując jak największą ilość warstw społecznych, to na nikogo innego nie ma co liczyć.

Jednym z ostatnich wyrazicieli tej idei był Maurycy Mochnacki odłączając się od dawnych towarzyszy, którzy na Wielkiej Emigracji ostatecznie się zradykalizowali i powołano Towarzystwo Demokratyczne Polskie, w którym planowano definitywnie oprzeć nowe powstanie o masy ludu, w taki oto sposób Polacy wymyślili m.in. komunizm, wiele lat przed Marksem, oczywiście nie specjalnie, tylko z desperacji za utraconą ojczyzną. Ludwik Nabielak przyjaciel Maurycego, który prowadził atak na Belweder, zarzucał mu (Ludwik Nabielak do Maurycego Mochnackiego z powodu pism auxerskich.), że połączył swoje siły z obozem konserwatywnym na emigracji i porzucił idee masowej rewolucji społecznej. Tymczasem Mochnacki był jednym z ostatnich przedstawicieli Klubu Patriotów - skrajnym realistą, członkowie TDP stali się utopistami.

Następnie minął cały wiek XIX, nowe ugrupowania narodowe powstały dopiero pod jego koniec, wyrastając z polskiego pozytywizmu – Narodowa Demokracja – Endecja. Byli jednak dużo młodsi, równe 100 lat (pierwsi 1793, drudzy 1893) od swoich quasi-protoplastów, gdyż polski ruch narodowo-wolnościowy - stricte polski, powstał już pod koniec XVIII w.

Część V