Ardra.pl

Szkice polskie. Rewolucja szlachecka.


23.03.2022

Tekst można uznać za kontynuację Masek i tożsamości. Część I Część II Część III

Dominium Maris Baltici jako klucz do potęgi I RP.

W XVI w. Jagiellonowie próbowali stworzyć silny blok polityczny polsko-litewsko-węgiersko-czeski, nie powiodło się jednak to przedsięwzięcie. Węgry zostały rozbite przez Imperium Osmańskie, Czechy uzależniły się od Niemiec, oba państwa zostały zawładnięte przez dynastię Habsburgów. Wpływy polskie w Mołdawii i na Wołoszczyźnie uległy załamaniu, o Śląsk także przestano się upominać. Polityczne cele na linii południowo-zachodniej popadły w bierność. Zygmunt August dokonał politycznego ożenku z Elżbietą Habsburżanką, po czym kilka lat później z jej młodszą siostrą Katarzyną, aby utrzymać dobre stosunki z Habsburgami, przypieczętowano je traktatem z cesarzem Ferdynandem I w 1549 roku. Rzeczpospolita zrezygnowała z ambicji terytorialnej w zachodnio-południowej części Europy. Wiązało się to z przekierowaniem uwagi na północny-wschód. Wzmożono zainteresowanie rejonem Morza Bałtyckiego, zarówno ze strony króla, magnaterii, jak i szlachty.

Inflanty odgrywały znaczącą rolę ekonomiczną, jako spadek po Zakonie Kawalerów Mieczowych, w którym kryzys przyspieszyła wcześniejsza sekularyzacja Zakonu Krzyżackiego w Prusach (1525). Mieszczaństwo i szlachta inflancka występowały przeciwko władzy zakonu - oglądano się za pomocą zagraniczną. Konflikt o Inflanty stał się konfliktem międzynarodowym, w który wmieszane były Rzeczpospolita (jako Polska i Litwa), Moskwa, Szwecja, Dania, śladowo także Cesarz niemiecki i Hanza. Każdy chciał zapewnić sobie ziemię, jak i uprzywilejowaną pozycję handlową na terenie zlewiska Morza Bałtyckiego; przez owe tereny przechodził ważny szlak handlowy, szlak łączący Zachodnią i Północną Europę ze Wschodem – zyski z handlu były duże, przede wszystkich uzyskiwało je mieszczaństwo oraz władza państwowa. Zarówno Wielkie Księstwo Litewskie, jak i Moskwa chciały przejąć całkowitą kontrolę nad tymi terenami. Były to bogate i dobrze zarządzane ziemie. Porty jak np. Ryga stały się doskonałym pośrednikiem miedzy terenami Litwy, Białorusi, a Zachodnią Europą. Zwolennikami przyłączenia Inflant do Rzeczpospolitej byli litewscy magnaci - Mikołaj Radziwiłł Czarny i Mikołaj Radziwiłł Rudy. Iwan IV Groźny również rościł sobie prawa do tych terenów, w 1558 roku zaatakował Inflanty, zdobywając Narwę i zajmując Dorpat. Car był świadomy, że gdyby udało mu się opanować większość tych terenów, pozwoliłoby to na duży rozwój gospodarczy, dzięki bezpośredniej i dochodowej komunikacji z Zachodem. Gotthard Kettler wybrany na wielkiego mistrza zakonu Kawalerów Mieczowych, zdecydował się oddać Polsce Inflanty w 1561 roku. Złożył hołd lenny Zygmuntowi Augustowi - zakon sekularyzowano. Kettler dostał małe księstwa, resztę tych ziem przyłączono do Rzeczpospolitej. Władca Polski zobowiązał się odzyskać podbitą cześć Inflant.

Wszystkie te zabiegi związane były m.in z handlem zbożem, wysokość przychodów finansowych zależała od swobody żeglugi. Zygmunt August planował stworzyć silną flotę polską, co mu się nie udało, z powodu m.in. sprzeciwu szlachty, która obawiała się wzmocnienia roli króla i miast portowych, jak Gdańsk. W 1567 działało na Bałtyku 30 polskich statków kaperskich, po czym Duńczycy je zniszczyli. Król pod koniec życia nadal planował stworzyć silną polską flotę wojenną, aby opanować Morze Bałtyckie – rozpoczął nawet realizację tego planu, jednak jego śmierć, plan przerwała.

Dla polskich i litewskich magnatów podporządkowanie Inflant było konieczne, aby dalej interweniować przeciwko Moskwie. Iwan IV Groźny sam rozpoczął całą sytuację, ponownie wyprawiając się na Inflanty w 1577 roku - wywołując wojnę z Rzeczpospolitą. Stefan Batory zaczął przeciwdziałać, zdecydował się uderzyć bezpośrednio w Moskali. Władca zapewnił sobie względy średniej szlachty tłumacząc, że od posiadania Inflant zależy los Prus i Wilna oraz panowanie nad morzem, czyli przyszłość Rzeczpospolitej. Niechętna wobec nakładania jakichkolwiek większych obciążeń podatkowych nań szlachta, zgodziła się; szlachta najchętniej przebywała na swoich zagrodach, wierząc, że Rzeczpospolitą obroni swoją własną szablą i opieką Matki Boskiej (co się udawało przez 300 lat), na potrzeby wojny król uzyskał zgodę na wyższe podatki i stworzył silną armię (tworząc również piechotę wybraniecką). Batory wraz z Janem Zamoyskim opracowali plan - aby odciąć Moskali od Bałtyku, uderzono w głąb ich kraju. Wojsko skierowano bezpośrednio na Rosję zamiast na Inflanty. Dywersyjnie uderzono na Smoleńszczyznę i Czernihowszczyznę, zdobywając w 1579 roku Połock, a rok później twierdzę Wielkie Łuki, następnie rozpoczęło się długie oblężenie Pskowa i zawarto korzystny rozejm. Odebrano Inflanty Moskwie i uzyskano ziemię Połocką.

W czasach Zygmunta Starego kraj mógł pozwolić sobie na utrzymanie ok. 5-15 tyś. wojska zaciężnego, pospolite ruszenie powoływano tylko w ostateczności. W bitwie pod Orszą (1514) brało udział ok. 35-40 tyś. osób po stronie polskiej. Za panowania Stefana Batorego powoływano w kampaniach do 60 tyś. wojska, co było liczbą skuteczną i wystarczająca, aby przeciwstawić się każdemu z sąsiadów - czy to przeciwko Moskwie, czy przeciwko Turcji. Duża jakość żołnierza, wysokie morale i dobra taktyka, pozwalały wygrywać w walce nawet z większymi wrogami. Jazda stanowiła trzon armii. Dodatkowo korpus inżynieryjny i nowoczesne techniki zdobywania twierdz, stanowiły o sukcesie wojskowym w drugiej połowie XVI w. Skład wojska był różny, nie miał stricte szlacheckiego charakteru, artyleria była obsadzana np. przez mieszczan.

Rzeczpospolita pod koniec XVI w. uzyskała władzę w Inflantach na terenach od Pucka do Parnawy. Estonia należała do Szwecji. Dalsze konflikty z Moskwą wybuchły podczas panowania władców z dynastii Wazów, i trwały do lat 30’ XVII w. Po rozejmie w Dywilinie, w grudniu 1618 roku Rzeczpospolita dysponowała największym obszarem ziem w historii. Sukcesy wynikały bezpośrednio z rozpoczęcia parę dekad wcześniej polskiego programu bałtyckiego, którego stworzenie, było trafnym oszacowaniem perspektyw i pozycji Rzeczpospolitej w międzynarodowej polityce. Był to także najdoskonalszy plan polityki zewnętrznej w dziejach I RP, pomimo kryzysu władzy na początku XVII w., wynikającego z faktu, iż król elekcyjny nie znalazł większego poparcia wśród średniej szlachty, która nie chciała wzmacniać jego pozycji. Król, którego szlachta sobie wybierała, był uznawany za współwładcę Rzeczpospolitej.

Wiek wcześniej, jeszcze za panowania Zygmunta Starego, błędem była rezygnacja z połączenia Rzeczpospolitej z Pomorzem Szczecińskim, którego książę Bogusław X, chciał zbliżyć się do Polski. Polityka północno-wschodnia stopniowo doprowadziła do największych sukcesów Rzeczpospolitej, w przeciwieństwa do np. kresów południowych, Kozaczyzny, która, pomimo, iż na początku XVII wieku wzmocniła pozycje kraju, w następnych dekadach, stała się głównym czynnikiem, który rozkładał wewnętrznie I RP.

Jeśli chodzi o gospodarkę przełomu XVI i XVII wieku (złote czasy), ogólnie rzecz przedstawiając, obok zboża, które Rzeczpospolita eksportowała w drugiej połowie XVI wieku, duży rozwój nastąpił w hutnictwie i górnictwie. Przede wszystkim, ze względu na energię w mieszczaństwie - masowo zakładano kuźnice, w drugiej połowie XVI było ich ok. 300 w Koronie, najwięcej w Górach Świętokrzyskim w zagłębiu staropolskim, liczne występowały także w Wielkopolsce i na Śląsku. Kuźnie zakładano na terenie majątków feudałów, warstwa kuźników miała własne przywileje. Przez sto lat nastąpił duży rozwój w tej gałęzi przemysłu, rozwój także technologiczny - wytwarzano wielkie piece ułatwiające wytop stali i żelaza płynnego; pierwszy taki piec powstał w dobrach marszałka wielkiego koronnego Mikołaja Wolskiego pod Częstochową miedzy 1610-1620.

Pod koniec XVII w. nastąpił kryzys, ponieważ właściciele ziemscy zaczęli wykupywać od kuźników prowadzone przez nich przedsiębiorstwa. Zamiast pracy najemnej, rozpoczęto wprowadzać pracę pańszczyźnianą. Kuźnice zaniedbano i produkcja z czasem upadła. Ostatnią z dochodowych dziedzin było wydobywanie soli w Wieliczce i Bochni. W samej Wieliczce pracowało około 1000 ludzi, większość z najmu, przez pół wieku ilość wydobycia wzrosła ponad trzykrotnie, w 1503 wyprodukowano 4565 bałwanów soli, natomiast w 1564 produkowano około 15 899. Żupy solne były dochodowym i największym tego rodzaju przedsięwzięciem w Polsce. Jeśli chodzi o szeroko pojęty handel m.in. artykułów rolnych, przyjmuje się, że do przełomu XVI i XVII w. bilans zarobków był znacznie dodatni i dawał stały napływ gotówki do Rzeczpospolitej.

Następnie na przełomie XVII i XVIII w. szlachta nie była skłonna do reform uzdrawiających administrację, skarbowość, wojskowość i organy centralne, a przy tak niebezpiecznym położeniu geograficznym, zagrożeniem mogącym nadejść z każdej strony - było to konieczne. Nastąpił rozkład wewnętrzny i czasy saskie. W 1772 roku, w Polsce żyło ok. 14 mln. ludzi co było liczbą sporą (np. Włochy 16 mln., W. Brytania 12.2 mln., Francja 24 mln. Niemcy 20 mln., Rosja 29 mln.), i nadal przy dobrym zorganizowaniu, liczbą możliwą do wystawienia naprawę solidnej armii (nawet pospolitego ruszenia), przez samą Konfederacją Barską przewinęło się ponad 100 tyś. ludzi przy bardzo trudnej organizacji, a można było wystawić nawet dwa razy tyle, jednak ciężko było wygrać zarówno z trzema wrogami zewnętrznymi, jak i jednym wewnętrznym. Nastąpiły rozbiory.

Polska idea rewolucji szlacheckiej.

Szlachta uformowana z drużyn rycerskich niosła przez wielki na swoich barkach polską kulturę, jak sinusoida mając swoje wzloty i upadki, obok szlachty byli chłopi, którzy ukazali przynależność do Polski w kulminacyjnym momencie historii podczas Insurekcji kościuszkowskiej roku 1794; gdy zdradzona Rzeczpospolita upadała, masy chłopskie i mieszczańskie zabrały się (niestety bezskutecznie) za ratowanie państwa. Pod koniec XVIII wieku, już pełne i świadome społeczeństwo polskie wykrystalizowało swój byt, jednak pod wpływem okrążenia i ciosów ze wszystkich stron, kraj odszedł w stuletni niebyt terytorialny, tymczasem wtedy, na przekór losu, Polska kultura miała swój złoty okres, wyłaniający się z niebytu – powstał pragmatyczny system społeczny – romantyzm polski (rozmachem sięgający Himalajów, zbyt jednak prekursorski, zbyt symboliczny w niektórych odcieniach). Wcześniej, w obliczu klęsk, zaborów i przekupionej magnaterii, wyłaniała się idea rewolucji szlacheckiej, idea którą można tak nazwać, i do której trzeba nawiązywać i wracać, gdyż funkcjonuje nadal - tylko w innej zmienionej formie. Jak każda idea – rewolucja szlachecka, w każdym swoim odcieniu, pchała kulturę polską do przodu, z rewolucji szlacheckiej wyłonił się pragmatyczny romantyzm, będący jej immanentną częścią. Na metapoziomie rewolucja szlachecka jest pewnym zbiorem idei.

Rewolucja szlachecka zawsze rodziła się z potrzeby odnowienia państwa, nie można jednak uznać każdego zrywu niepodległościowego z poprzednich wieków, za element rewolucji. Wojna polsko-rosyjska w obronie Konstytucji 3 Maja była obroną państwowości, Insurekcja kościuszkowska także obroną państwowości, Wojny napoleońskie – próbą odnowy Rzeczpospolitej (na Moskwę szło z Napoleonem Bonaparte ok. 100 tyś. Polaków, 1/6 jego armii), wojna partyzancka polsko-sowiecka w latach 1944-1956 była obroną kultury i kontynuacji państwowości.

Zbrojny odcień rewolucji szlacheckich miały: Konfederacja Barska, Powstanie listopadowe i Postanie styczniowe, z tym, że każda posiadała inne motywy i inną charakterystykę, lecz cel zawsze taki sam – wolność i całkowita suwerenność, zarówno wewnętrzna, jak i zewnętrzna – czyli to co przysługuje każdemu suwerennemu narodowi (społeczeństwu), który wytworzył swoją kulturę. Z każdym, z tych wydarzeń wiązały się tuziny charakterystycznych postaci, często posiadających swoje unikalne koncepcje, czasem pojedyncze postacie były nośnikami niedoszłych rewolucji szlacheckich, w odcieniu kulturowym. Rewolucja szlachecka miała także odcienie tylko kulturowe, za takie uznaję m.in. idee reprezentowane przez Tadeusza Micińskiego i później Leopolda Tyrmanda. Tadeusz Miciński, chciał nowej lepszej Polski – nowego lepszego człowieka, nie łudził się jednak, że rewolucja światopoglądowa, była możliwa w latach, w których żył. Ostatnim rewolucjonistą szlacheckim był Leopold Tyrmand (biologicznie spolonizowany Żyd, uznawał się jednak za Polaka), próbował w czasach okupacji komunistycznej wywołać rewolucję muzyczną - co uskuteczniał swoimi działaniami i zachowaniami, sabotując system komunistyczny od środka. Jednym z największych rewolucjonistów szlacheckich był Maurycy Mochnacki, chciał całościowo odnowić - skonstruować polską tożsamość, ziarno jakie zasiał, zapoczątkowało polski romantyzm, który stał się syntezą polskości. Szlak polskich rewolucji szlacheckich zaczyna się od marszałka Kazimierza Pułaskiego, był on pierwszym bezpośrednim wyrazicielem entuzjazmu i fantazji polskiej. W tej postaci zawarta została cała najlepsza spuścizna kultury Rzeczpospolitej, wieków go poprzedzających. Gdyby nie jego świadectwo, mogłoby nie być Mochnackich, Wysockich, Bemów, Dembińskich, Chrzanowskich, Mierosławskich, Bobrowskich, Langiewiczów, Hauke-Bosaków itd. Idea rewolucji szlacheckiej nie jest ani prawicą ani lewicą, zawsze dążyła do zmiany, do polepszenia sytuacji obecnej, w ujęciu całościowym.

Od Pułaskiego do Tyrmanda – poezji szlacheckiej dwa wieki.

Lata 1768-1772 były czasem niepokoju, szlachta chciała wolności i spokojnego życia bez narzucanych obcych władyków, na terenie Rzeczpospolitej przebywało ponad 20 tyś. wojska moskiewskiego, w kraju władzę sprawował rosyjski ambasador Nikołaj Repnin, państwo zostało spowite krwią, przez południowy-wschód przetoczyła się chmara mordów. Kozacy, Rusini, podjudzeni przez carycę Katarzynę II zaczęli bunty, okrutne mordy, Koliszczyzna, rzeź Humania, najdziksze bestie przebudziły się w tym chłopskim narodzie, w czerni (jak na Wołyniu ponad 150 lat później).

Rozkład Rzeczpospolitej trwał, była Caryca i jej polscy, magnaccy podwładni, byli rozjuszeni Kozacy i byli Konfederaci - Polskę wracający. Były przypadki, że wioski Rusinów sympatyzowały z Moskalami, kradli, ginęły patrole konfederackie czasem. Pułaski wobec zdrajców bywał bezwzględny. Pertraktować z Moskalami nie chciał, twierdząc, że nawet jak się wyniosą z Rzeczpospolitej, będzie ich gonił za granicą - bo zagrożeniem dla RP będą zawsze. Prawdopodobnie jako pierwszy zrozumiał to co Zygmunt Krasiński wypowiedział ponad pół wieku później, Rosja jest wytworem i zbiorem pierwiastków najbardziej złowrogich i najbardziej rozkładowych, jakie są w historii. (…) Rosjanie to są potępieńcy tego świata i jak potępieńcy, mają tylko jedną pociechę, swoją pychę. W skrytości serca oni sobie przyznają swoją głęboką degradację; ale nie mają ani dość rozumu, ani dość godności ludzkiej, żeby jej położyć koniec. Wolą wynosić ją do rzędu jakiegoś ideału niewolnictwa, a roszczą sobie i marzą, że prędzej czy później cały świat będzie poddany tej niewoli tak, jak oni. Stąd ten u nich namiętny popęd podbojów; on jeden pozwala im zapominać o własnych mękach, bo im daje nadzieję ucisku i cierpienia drugich.

W 1770 pewna wieś Rusinów w Beskidzie Niskim zdradziła, były dowody, były straty, marszałek nakazał podziękować chłopom, zastosował karę (odpowiedzialność) zbiorową, co prawda większość zdradziła, lecz byli też zapewne niewinni w wiosce, czasy były jednak bezwzględne, Moskale, Kozacy, pełno hajdamaków, zdrajców, morderców – nakazał podziękować mężyczyzną zbiorowo, aby przeciwdziałać – decyzja była w pełni świadoma, a był to być może błąd, może ściągnął na siebie tym fatum, a fatum lubi czekać, dłużej niż się wydaje, może to była Ananke. Pułaski był katolikiem, wedle tradycji ówczesnej, szlachta wyznawała Przenajświętszą Panienkę, a kult był to stary, starszy niż rzymski-katolicyzm, starszy niż papiestwo, które szlachcie nie pasowało. W Stanach Zjednoczonych Pułaski był wolnomularzem, ale tam wszyscy główni państwowi decydenci zbierali się na rozmowach w takich zgromadzeniach, nic szczególnego. Z Nowego Świata generał już nie wrócił, za życia dzięki swoim heroicznym czynom stał się legendą. A gdyby los napisał inną historię, gdyby Pułaski wrócił, na czele weteranów swojego legionu. W tamtych czasach doświadczeni oficerowie byli cenniejsi niż złoto; gdyby wrócił niczym Kazimierz Odnowiciel (który w XI w. odnowił Państwo Piastów), i w 1792 roku, stanął na czele wojsk, w wojnie polsko-rosyjskiej w obronie Konstytucji 3 maja (pomimo jej wad, które można było zmienić, najważniejsze było pozbycie się rosyjskich wpływów), tę wojnę można było wygrać, trzeba było wyszkolonych oficerów i dobrych dyplomatów. W 1792, miałby 47 lat i mógłby wiele zdziałać. Sam jeden Kościuszko dwa lata później trzymał na sobie całą odpowiedzialność Insurekcji (morale, ponieważ organem była Rada Najwyższa Narodowa), wraz z jego niewolą, wszystko upadło, a talentem wojskowym, werwą i charakterem od Pułaskiego był mniejszym. Oczywiste jest, że ślepe koła historii od wieków zatrzymywane były przez wielkie jednostki. Pułaski jednak nie wrócił już do Europy, a Polska straciła terytorium, rozstąpiła się w nicości, trwając i rozwijając na metapoziomie.

Następną z wielkich postaci był Maurycy Mochnacki, gdyby nie Mochnacki mogłoby nie być romantyzmu polskiego. Pianistą był podobno równym talentowi Chopina, jednak skupił się w życiu na czym innym. Pułaski poruszał się w obrębie religii rzymskokatolickiej, co wynikało z tradycji, Mochnacki wyznawał Polskę – to była jego jedyna religia, chciał nauczyć Polaków miłości do ojczyzny (bhaktijogi jak to nazywają na Dalekim Wschodzie).

Kolejną ze znamienitszych postaci oraz niedoszłych rewolucji szlacheckich była prywatna kulturowa rewolucja Tadeusza Micińskiego, nie mogła się jednak udać, bo epokę wyprzedzał może o 150-200 lat, na tamte lata skrajnie idealistyczna, niemożliwa do spełnienia. Całe życie Micińskiego odbyło się pod zaborami, Polski nie było na mapie. Pułkownik-artysta był świadomy, co z resztą jest aktualne do dzisiaj, że fundamenty grożą zawaleniem. Tynkuje się je grubą warstwą komunałów, zakrywa przed okiem ludzi i tem gotuje się ich nagłe pełne okropności – runięcie. Spojrzmy na urzędnika, żarliwie modlącego się z obawy denyuncyacyi; na akademika, przyjmującego komunię gwoli stypendium; na obywatela spełniającego pobożne praktyki dla oka służby; na szablonowego jak Chińczyk, kaznodzieję, na frasobliwego o pokątnych krewnych proboszcza – a przypomni się nam nagle obraz Goyi, gdzie zapowietrzeni w maskach tańczą dokoła śmiejącego się szyderczo bożyszcza. Zamącona świadomość, nadgniłe sumienie – pozostaje sięgnąć do instynktów narodu. Jakich? My pogrobowcy mężnej rasy, która hulała z Przecławem Lanckorońskim na stepach Ukrainy; szturmowała Połock, Moskwę, Somosierrę i dwieście armat na Woli. Ktokolwiek nas wywodzi – hyperborejska noc czy indyjska jutrzenka – dowiedliśmy tysiącletnim krwią, sztychowanym dokumentem naszych praw do naszych przeznaczeń. Jeszcze w epoce Kircholmu i Cecory jeden starczył za dziesięciu, a szedł przeciw stu (…) w najdzikszych zawieruchach nie tracił animuszu, ani fantazyi. Zamknięto mu wierzeje ducha, i gdy na zachodzie z poczwarki rozwija się człowiek nowożytny, Polak wsysa jezuickie miazmaty (…) pomocy i dorady żebrze na obcych dworach, upadla się pijaństwem i rozpustą, uchyla karku przed pięścią, daje się sprzedać i kupić za brzęk okrojonego dukata.

Miciński był wyznawcą Bogini Wielkiej Matki, czyli bóstwa spajającego w gromady ludzi w starych czasach, jak kiedyś Izyda, Isztar, Kybele. Wierzył w słowiańsko-indyjskiego Światowita, przez niektórych Słowian Trzygłowem nazywanym, a przy tym był chrześcijaninem, takim, jakich w jego czasach zapewne nie było, i jakich dzisiaj nie ma. W kwietniu 1918 roku fatum dosięgnęło Micińskiego ratującego krewnych, fatum bolszewickiej rozjuszonej czeladzi. Miciński nie zobaczył odrodzonej Skrzydlato-Konnej Rzeczpospolitej. Wojny to amok ssaków, ale może tak jest, że kto świadomie zabijał, będzie zabity? Kto świadomie i dobrowolnie kradł, będzie okradziony? Kto świadomie truł, będzie otruty? Kto oszukiwał, będzie oszukany?

Miciński za jedną z kolebek Polski uznawał Tatry, jako góry, co było zgodne z pewną tendencją, pod koniec XIX wieku „odkryto” Tatry i „dzikich” górali, zaczęto idealizować, stanowili domniemany prototyp „dzikiego-Polaka”, pra-polaka-pierwotnego, jeśli można to tak nazwać. Polska była dla artysty zaledwie „zalążkiem” pewnej realizacji, zbudowania lepszego człowieka przyszłości. Eklektycznie łączył wszystkie nurty misteryjne. W swoich czasach Miciński jako artysta, był zbyt ekspresjonistycznie-hermetyczny, zginął mając 44 lata, zanim Polska uzyskała niepodległość. Był jeszcze jeden rewolucjonista szlachecki warty wypunktowania, Stanisław Ignacy Witkiewicz, w latach 30’ chciał wywołać rewolucję obyczajową i artystyczną. Chciał żeby Polacy, opamiętali się, nie pili tyle alkoholu, nie brali narkotyków, byli sprawiedliwi i akuratni. Według mnie tzw. czwartym wieszczem narodowym jest Miciński, ale był wtedy, i jest teraz, zbyt elitarny, zbyt rozmyty. Dlatego to miano trzeba oddać Witkacemu, uważam, że jemu się należy oraz jego twórczość jest bardzo pożyteczna. Miciński, podobnie jak Pułaski, jak i setki tysięcy Polaków, kraju nie ujrzał. Z kolei, Rosja została zatopiona przez komunizm. Na początku XIX wieku dekabryści (szlachta) chcieli chłopom ruskim zdjąć kajdany, czego uwieńczeniem, stała się sto lat późniejsza rewolucja lutowa, nieudana. Stany Zjednoczone Rosji odeszły w niepamięć.

Rewolucja szlachecka balansuje między myśleniem rewolucyjnym a konserwatywnym, czego idealnym przykładem był Leopold Tyrmand, Polak, Amerykanin, Francuz, Żyd-tułacz, próbujący wywołać rewolucję muzyczną, jazzową, od środka rozsadzając komunistyczną rzeczywistość. Wszystkie wymienione i nie wymienione rewolucje, czy to publiczne, czy finalnie prywatne, czy udane, czy nieudane, były skierowane przeciw obłudzie i zaprzaństwu. Ziarno z każdej dało obfite zbiory.

W dwudziestoleciu międzywojennym wykształciły się organy prasowe będące nośnikami szlacheckich rewolucji, były to m.in. Słowo Wileńskie, Dziennik Wileński, Prosto z Mostu. Organy prasowe piszące prawdę, zachowując polską rację stanu. Dzisiaj takich nie ma. Dzisiaj spadkobiercami szlacheckiej rewolucji są osoby o poglądach rewolucyjno-konserwatywnych oraz prawdziwie liberalnych (obecnie w Polsce nadużywa się tego pojęcia, neoliberałem określa się często Polaków wykonujących niemiecką rację stanu na terytorium Polski, opłaconych lub odrealnionych lub jedno i drugie; oraz osoby z frakcji postkomunistycznych. Osoby wykonujące niemiecką rację stanu, stały się jednocześnie - zapewne nieświadomie - ruskimi onucami). Spadkobiercą szlacheckiej rewolucji jest także patriotyczny quasi-proletariat polski.

Utworami muzycznymi, które dobrze oddają specyfikę rewolucji szlacheckiej są Z XVI wiecznym portretem trumiennym rozmowa oraz Litania, Jacka Kaczmarskiego.

Madonna Polska i jej przejawy.

1 kwietnia 1656 roku podczas potopu szwedzkiego, król Jan Kazimierz Waza, w katedrze lwowskiej w imieniu swoim, senatorów i poddanych, złożył śluby do Wielkiej Boga-Człowieka Matki słowami następującymi Wielka Boga-Człowieka Matko (…) Ja Jan Kazimierz do przenajświętszych stóp Twoich upadłszy, Ciebie za Patronkę moją i za Królowę państw moich obieram i siebie, i królestwo moje, i wszystek lud, Twojej szczególnej opiece, i obronie polecam.

Jasna Góra na przestrzeni wieków była miejscem szczególnym dla Polaków, obraz Matki Bożej przybył w to miejsce bez rozgłosu. Do dziś nie ma dokumentów kiedy to się stało. Akt fundacji zakonu również nie wspomina nic o tym wizerunku. Historyk Jan Długosz twierdził, w dziele Liber beneficiorum, że obraz zakonowi podarował książę Władysław Opolczyk. Faktycznie jest to ikona wschodnio-chrześcijańska, bizantyńska, Hodegetria. Długosz pisał, iż szybko obraz skupił przy sobie wiernych, obraz o przełagodnym wyrazie twarzy, która spoglądających przenika szczególną pobożnością, jakbyś na żywą patrzał. Czarna Madonna Częstochowska stała się tradycją, król Władysław Jagiełło pisał w liście do papieża Marcina V w roku 1429, mnóstwo ludzi zbiega się do owego kościoła na Jasnej Górze w nadziei zbawienia i uzyskania odpustów. W następnych wiekach pielgrzymki do obrazu odbywało rycerstwo, szlachta, lud, nie tylko Polacy, również Litwini, Kaszubi, Ślązacy, Kujawiacy, Czesi, Węgrzy, Saksończycy i Wołyniacy. Tradycja wielce się zakorzeniła, o tym jakie głębokie było to zakorzenienie, świadczy fragment konstytucji sejmowej z 1764 roku - Rzeczpospolita jest do swojej Najświętszej Królowej, Maryi Panny w Obrazie Częstochowskim, cudami słynącym, zawsze nabożna i Jej protekcji w potrzebach doznająca.

26 sierpnia 1956 roku w obecności milionowej rzeszy pielgrzymów, w 300 rocznicę ślubów Jana Kazimierza, odnowiono przymierze. Słowa ułożył 16 maja 1956 roku Stefan Wyszyński, Wielka Boga-Człowieka Matko, Bogurodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo, Królowo Polski! Odnawiamy dziś śluby przodków naszych i Ciebie za patronkę naszą i za Królową Narodu polskiego uznajemy.

Z samym klasztorem, który pełnił funkcję obronną, wiążą się liczne historie i wojny, od 1430 kiedy nastąpił pierwszy rabunkowy napad i dewastacja obrazu przez Husytów, Potop szwedzki, Konfederację Barską, Wojnę w obronie Konstytucji 3 maja, Wojny napoleońskie, aż po Powstanie styczniowe. Większość władców była związana z tym miejscem, poczynając od Zygmunta Starego, który dziękował Madonnie w 1514 roku, za zwycięstwo nad Orszą. Zygmunt August woził ze sobą stale obraz odciśnięty na blasze. Zygmunt III Waza, nakazał w 1616 otoczyć murami sanktuarium. Konfederaci Barscy bronili klasztoru przed Moskalami, szli także pod sztandarami Wielkiej Matki, tworząc pieśni jak m.in. Pieśń o Najświętszej Pannie Częstochowskiej. W każdym wieku, od Bogurodzicy, aż po teraźniejszość, powstawały pieśni na jej temat. Jest ich bardzo dużo. Większość ze znanych twórców jest autorami: Grzegorz z Sambora, Maciej Kazimierz Sarbiewski, Wespazjan Kochowski, Zygmunt Krasiński, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Wacław Rolicz-Lieder i wielu innych.

W czasach słowiańskich Jasna Góra była prawdopodobnie sanktuarium Wielkiej Matki Bogów w przejawieniu słowiańskim bogini Łady. Podobnie, jak świętymi miejscami Słowian były: św. Krzyż, Łysica, Ślęża, Wzgórze Wawelskie, Wzgórze Gnieźnieńskie itd. Od czasów chrześcijańskich, klasztor na Jasnej Górze ma znamię pustelnicze, gdyż pierwsi Paulini, za wyidealizowaną postacią Pawła z Teb – obrali pustynię jako metaforę i swoją regułę – obejmowała ono to co różne, i łączyła dwoistość w jedność. Paulini zostali osadzeni na Jasnej Górze w 1382, po sprowadzeniu ich z Węgier. Mickiewicz np. uważał, że tylko ten zakon umiał w Polsce coś zorganizować, i jedyna twierdza w dobrym stanie znajdowała się w rękach Paulinów. (Być może to prawda, ponieważ są zakony, które działają dla ludzi (np. Bonifratrzy, Cystersi, Benedyktyni) i są takie, które od wieków hamowały rozwój ludzkości i robiły wiele złego (np. Dominikanie, Jezuici).

Polska Szlachta upodobała sobie szczególnie kult Matki Boskiej Częstochowskiej. Związane jest to również z pewnym obrzędem tzw. Oddaniem [Polski] w niewolę miłości Bogardzicy, praktyka świętego niewolnictwa maryjnego znana jest w tradycji chrześcijańskiej, wymyślił ją Ludwik Maria Grignion de Montfort. Obok Czarnej Madonny, silne są także kulty młodsze, Matki Boskiej Ostrobramskiej oraz Matki Boskiej Licheńskiej. Poza pieśniami religijnymi z poprzednich wieków, w muzyce jako jednej z form ontologicznych (artystycznych) występuje nadal ten motyw, np. w utworze Organka – Czarna Madonna lub KęKę – Krucjata (ukazujący inne oblicze bóstwa w sposób epifaniczny - niczym Mara, Kali) - zmieniłbym tytuł na - Do ryngrafu modlitwa żołnierza Konfederacji Barskiej, oczywiście treść ma wyraz tylko symboliczny-artystyczny, twórca wykazał w nim, dezaprobatę wobec braku dekomunizacji w latach 90’; a w jeszcze innym ujęciu, zapewne był pod wpływem inspiracji sienkiewiczowską trylogią, ja jednak przesunąłbym o ponad 100 lat do przodu ten motyw, wydarzenia przedstawione w utworze, bardziej przypominają wojnę z Moskalami).

Częstochowa jest polską stolicą religijną, jednak tak naprawdę ma starsze pochodzenie. W obliczu Czarnej Madonny, można zobaczyć trzy symbole - Bogini Wielką Matkę, kult kraju (Polski) i chrześcijański kult Matki Boskiej. Ja to nazywam symbolicznie - Polską Trójcą. Te trzy symbole na przestrzeni wieków zlepiły się w jeden. Z tym jest tak, jak z wieloma dziedzinami ontologicznymi, każdy może patrzeć na tą samą kartkę papieru, ale widzieć zupełnie co innego, może też widzieć szeroko-pojętą całość. W odniesieniu do muzyki jako artystycznej formy ontologicznej z poziomu podświadomego, Harfiarki, Sybille polskie, mogą być wyrazicielkami ontologii polskiej – analogii ontologicznej polskiej (ja uważam, że są), jednak podlega to przyszłości i zapewne badaniu naukowemu, jeśli kiedykolwiek powstanie dziedzina łącząca antropologię, psychologię i symbolikę.

Część II